dzisiaj jest wtorek, 21 sierpnia 2018
Booking.com

Kliknij województwo, aby zobaczyć atrakcje.

Mapa atrakcji dolnośląskie kujawsko-pomorskie lubelskie lubuskie łódzkie małopolskie mazowieckie opolskie podkarpackie podlaskie pomorskie śląskie świętokrzyskie warmińsko-mazurskie wielkopolskie zachodniopomorskie

Kliknij województwo, aby zobaczyć wycieczki.

Mapa wycieczek dolnośląskie kujawsko-pomorskie lubelskie lubuskie łódzkie małopolskie mazowieckie opolskie podkarpackie podlaskie pomorskie śląskie świętokrzyskie warmińsko-mazurskie wielkopolskie zachodniopomorskie

Kliknij województwo, aby zobaczyć noclegi.

Mapa noclegów dolnośląskie kujawsko-pomorskie lubelskie lubuskie łódzkie małopolskie mazowieckie opolskie podkarpackie podlaskie pomorskie śląskie świętokrzyskie warmińsko-mazurskie wielkopolskie zachodniopomorskie

Pomysł na wyprawę rowerową z dziećmi - Puszcza Białowieska i Białoruś

2018-08-14 16:09

Na Rowerowy Wyjazd Tatusiowy wybrało się 3 tatusiów wraz z dziećmi:

Sebastian - autor tekstu z Amelką, lat prawie 7

Kuba z Jurkiem, lat prawie 6, Janką lat 4 i Staśkiem lat 2,5

Marcin z Helą lat 6 i Kaliną lat 3. 

Było wesoło! :)

Na dworcu Warszawa Wschodnia w oczekiwaniu na wyjazd pociągu Czeremszak

Dzień 1 - Dojazd do Białowieży

Dojazd z Warszawy do Białowieży jest prosty, pod warunkiem, że jedzie się tam samochodem. Podróż pociągiem jest trochę bardziej skomplikowana. W naszym przypadku to dojazd do Warszawy Centrum, zniesienie rowerów na dworzec W-wa Śródmieście (zero zjazdów dla rowerów, wind), przejście na właściwy peron na dworcu W-wa Wschodnia (znowu to samo - zero zjazdów, zero wind), wejście do pociągu Czeremszak Kolei Mazowieckich (nowoczesny skład z miejscem dla rowerów - przewóz rowerów bezpłatny!, dobrze być wcześniej aby usiąść i zająć miejsce z rowerem - w tę ładną niedzielę w szczytowym momencie było w pociągu 17 rowerów, które Amelka skrupulatnie liczyła!) a następnie przesiadka w Czeremszy - jeśli pociąg ma opóźnienie to i tak ten do Hajnówki poczeka, bo jego pasażerami są Ci z Czeremszaka ;) Ja tego nie wiedziałem i lekko się stresowałem, a konduktor i doświadczeni pasażerowie moje obawy lekko wyśmiali. Następnie czeka nas przejazd do Białowieży (odradzamy dojazd drogą asfaltową ze względu na duży ruch i niską kulturę kierowców). Lepiej pojechać przez Budy Leśne, Teremiski i Pogorzelce. Nas ominęła wycieczka bo przyjechał po nas Kuba - część ekipy została przywieziona samochodami, dzień wcześniej.

Takim pociągiem dojeżdża się na trasie Czeremcha-Hajnówka - duża liczba rowerów i przyczepek może być problemem

Takim pociągiem dojeżdża się na trasie Czeremcha-Hajnówka - duża liczba rowerów i przyczepek może być problemem

Wieczorem krótki wypad rowerowy po Białowieży celem rozruszania się przed kolejnymi dniami. Okazuje się, że zaczep rowerowy od jednej z przyczepek wyjechał z rowerem jednej z mam... :) Rozpoczęły się pilne poszukiwania zaczepu i możliwości ściągnięcia go do Białowieży. Na miejscu są do wypożyczenia raczej tylko chińskie tanie przyczepki a w ekspresowym tempie zaczep dowiózł... Pocztex. 

Zakwaterowaliśmy się w Domu Maciejka - stary, typowy wiejski dom, wykończony częściowo pod turystów. Ze sporym podwórkiem na którym rosły jabłonie, powieszony był hamak i kilka sprzętów na placyku zabaw. To wystarczyło naszym dzieciakom aby nie musiały się nudzić. Do tego piłka i zajęte były przez cały czas wolny od zwiedzania i spożywania posiłków. Nawet stwierdzamy z Marcinem, że w zasadzie to możemy tu zostać na cały tydzień i robić wycieczki stąd, przecież i tak nie mamy jeszcze noclegów na Białorusi ;) Wyżywienie ogarnialiśmy dzieciom we własnym zakresie. 

Tego dnia nie liczyliśmy kilometrów.

Dzień drugi - do pedałowania ważne są silne nogi dlatego wzmacniamy ręce na kajakach

Na wyjeździe musiały być kajaki, taki warunek postawiła Amelka. Poza tym nie chcieliśmy aby wyjazd był monotonny, wyłącznie rowerowy. Niestety, spływać w Puszczy można ale poza obszarem Białowieskiego Parku Narodowego. Dodatkowo rynek zmonopolizowała firma Nes Tur, co wpływa znacznie na cenę. A Pan Nesteruk liczy sobie za wszystko, nawet za ... darmowe wydawnictwa Szlaku Green Velo. Jeśli więc chcecie zorganizować spływ, lepiej podpiąć się pod jakąś grupę zorganizowaną niż organizować go samodzielnie i z transportem z Nes Tur.

Spływ Narewką - jedna z atrakcji wyjazdu

Spływ Narewką - jedna z atrakcji wyjazdu

Spływ Narewką w porównaniu ze spływem Rospudą z pierwszego wyjazdu tatusiowego był zdecydowanie mniej atrakcyjny. Narewka na odcinku, który pokonaliśmy nie jest tak ciekawa przyrodniczo a i sama rzeka i jej otoczenie są zdecydowanie mniej urozmaicone. Jest w trochę monotonna. Brak przenosek, zwalonych drzew, mało miejsc na postój, taki sam krajobraz. Byłem trochę zawiedziony, czułem niedosyt, dzieciaki jednak były zachwycone spływem, szczególnie, że niektóre z nich płynęły po raz pierwszy. A na koniec szalały przez godzinę w wodzie aż Amelka naciągnęła sobie mięsień w udzie/pachwinie. Tego dnia wieczorną wycieczkę rowerową odbyła na bagażniku mojego roweru. Szkoda, że dyrekcja Parku od lat nie chce dopuścić do możliwości pływania kajakiem po odcinku Narewki na terenie Parku. Podobno jest to naprawdę atrakcyjna część rzeki.

Wracając ze spływu, pierwszy raz widzieliśmy żubra żyjącego na wolności. W oddali, pod lasem ale jednak.

Tego dnia także nie liczyliśmy kilometrów.

Dzień trzeci - spacer po rezerwacie ścisłym i białowieskie drezyny

Rano zabraliśmy dzieciaki na wycieczkę do rezerwatu ścisłego. Można ją odbyć tylko z przewodnikiem posiadającym licencję Parku. Pod samą bramę rezerwatu można podjechać rowerem, co znacznie skraca czas dotarcia. Posiadacze KDR wstęp mają bezpłatny. Za przewodnika (wycieczka ok. 3 h) zapłaciliśmy 180 zł, wynajęliśmy usługę w Biurze Sóweczka (https://bialowieza.info.pl/), taką samą usługę można także wykupić w biurze PTTK - dosłownie na przeciwko. Dzieciaki były mocno zainteresowane wycieczką przez pierwsze 2h, później straciły zdolność koncentracji i musieliśmy zacząć wymyślać gry i zabawy, m.in. związane z przyrodą, szukać ptaków, roślin i owadów. Polecamy wizytę w rezerwacie, to niesamowita możliwość podpatrzenia jak żyje las. Pierwszy raz widziałem, jak na martwym już drzewie wyrastają kolejne, w tym czasie wielkości kilku cm. Śmierć jednego drzewa jest początkiem życia dla wielu innych roślin i zwierząt. Niesamowite, bo w lasach, w których bywałem do tej pory, nie widziałem tych zjawisk w tak wyraźnej formie lub nie zwracałem na nie uwagi!

W trakcie zwiedzania Parku, w drodze do rezerwatu ścisłego

W trakcie zwiedzania Parku, w drodze do rezerwatu ścisłego

Wracając mieliśmy okazję zobaczyć Park i Dworek Gubernatora Grodzieńskiego, który akurat był remontowany - nie sprawiał więc takiego wrażenia jak jego miniatura w Parku Miniatur w Hajnówce.

Po południu wybraliśmy się na wycieczkę białowieskimi drezynami. Niesamowita atrakcja i frajda dla dzieci, choć my też mieliśmy radość :) Z dziećmi lepiej jednak wybrać krótszą trasę, do Białowieży Pałac, nas podróż do Miejsca Mocy (7 km w jedną stronę) zdecydowanie przerosła. Upilnowanie 6 dzieci i jednoczesne napędzanie drezyny to nie taka prosta sprawa. Na miejscu startu - przy stacji Białowieża Towarowa znajduje się słynna Restauracja Carska oraz kilka eksponatów Stacji Muzeum - lokomotywy i wagony. Ekipa wspomagająca drezyny przednia!

Wycieczka białowieskimi drezynami

Tego dnia też nie liczyliśmy kilometrów, Amelka jechała na bagażniku gdyż noga wciąż jej dokuczała, szczególnie podczas spaceru po rezerwacie.

Dzień czwarty - przekraczamy granicę

Przez Grudki ruszamy w kierunku przejścia granicznego Białowieża - Piererow. Po drodze można odwiedzić Ośrodek Edukacji Leśnej "Jagiellońskie", my jednak z powodu dosyć napiętego grafiku tego nie zrobiliśmy. Aby przekroczyć granicę wymagany jest paszport, przepustka i ubezpieczenie.

Jedziemy w kierunku granicy - przewodnik sponsorowany przez Zespół audytu ryzyk IT i bezpieczeństwa Grupy PZU ;)

Jedziemy w kierunku granicy - przewodnik sponsorowany przez Zespół audytu ryzyk IT i bezpieczeństwa Grupy PZU ;)

Już po przekroczeniu trzeba wykupić wejście do Parku oraz do wybranej atrakcji (siedziba Dziadka Mroza lub Muzeum Przyrody). Białoruski funkcjonariusz Straży Granicznej dokładnie sprawdził, musieliśmy wyjąć wszystko, co mieliśmy w sakwach, bez wyjątku - szczególnie gazety, które wwoził Kuba. Przyjęliśmy to z uśmiechem a dla dzieci była to nawet atrakcja. Misterne układanie wszystkiego w sakwach na nic się zdało, bo i tak wszystko trzeba było wyciągnąć na wierzch. Na szczęście tego dnie mieliśmy do pokonania dosyć krótki odcinek. Przekraczanie granicy zajęło nam ok 1,5 h.

Po stronie białoruskiej poruszamy się po Puszczy pięknymi, asfaltowymi drogami ze znikomym ruchem pojazdów (głównie autokary lub pojazdy gospodarcze), co pozwala na bezpieczną i spokojną jazdę z dzieciakami. Kierowcy widząc rowerzystów znacznie zwalniają i mijają nas bardzo szerokim (jeśli to możliwe) łukiem. Nieraz puszczamy dzieciaki na kilkadziesiąt, kilkaset metrów do przodu bez obawy o ich bezpieczeństwo.

Malownicze Jezioro Lackie - fot. Kuba Ruta - www.nastopach.pl

Malownicze Jezioro Lackie - fot. Kuba Ruta - www.nastopach.pl

Puszcza daje chłód i schronienie przed deszczem, rozłożyste konary drzew zatrzymują słońce, dzięki czemu nie odczuwamy upałów jakie zaczęły w tym czasie panować w Europie. Dopiero kilka dni później odczujemy, jak bardzo nas przed nimi chroniła. Mijamy Jezioro Lackie, w którym niestety nie można się kąpać a następnie niedużą miejscowość Lacka (Ляцкія), z piękną leśniczówką i skromnymi domami z jednakowo zdobionymi ogrodzeniami. Do miejscowości Kamieniuki dojeżdżamy drogą Białowieża - Brześć, na której prawie wcale nie ma ruchu pojazdów a po drodze zwiedzamy jeszcze zoo (Ekskursionnyye Vol'yery Belovezhskaya Pushcha - Экскурсионные вольеры беловежская пуща), zlokalizowane przy głównym trakcie.

Ekskursionnyye Vol'yery Belovezhskaya Pushcha - Экскурсионные вольеры беловежская пуща - fot. Kuba Ruta - www.nastopach.pl

Nie mając zarezerwowanego żadnego noclegu i będąc już dosyć późno w pierwszej kolejności udajemy się do hotelu nr 2 (Belovezhskaya pushcha Hotel №2 - Беловежская пуща. Гостиница №2). Nie bez problemów ale udało się zameldować, pomimo, że Pani usilnie twierdziła, że nie ma wolnych pokoi. Jak się okazało, nie miała wolnych pokoi aby nas zakwaterować w pokojach przeznaczonych na taką liczbę osób, udało się na szczęście zmieścić nas w 3 pokojach 2 os. ;) Przy okazji pomogłem też w komunikacji z Holendrami, którzy ni w ząb nie mówili po rosyjsku a miła recepcjonistka nic po angielsku. Po zameldowaniu wybraliśmy się na mały rekonesans i obiad do Kafe Alessia (Алеся) na pyszne pielmieni. 

Cerkiew w Kamieniukach - fot. Kuba Ruta - www.nastopach.pl

W samych Kamieniukach można zatrzymać się w kilku hotelach państwowych (różnego standardu) oraz agroturystkach (spolszczona nazwa Agrousadba). Namiary na końcu artykułu. Same Kamieniuki to nieduża miejscowość, w której mieści się kilka restauracji, apteka i przychodnia zdrowia oraz szkoła/przedszkole z ciekawym placem gimnastycznym oraz zabaw i boiskiem, na którym Jurek grał w piłkę z kolegami z Białorusi a reszta dzieciaków szalała na szkolnym placu zabaw / gimnastycznym.

Tego dnia przejechaliśmy ok. 31 km.

Dzień piąty - wycieczka do Dziadka Mroza

Wycieczka do Dziadka Mroza miała być atrakcją skierowaną przede wszystkim dla dzieci. Niezależnie od tego, wjeżdżając do białoruskiej części Puszczy i tak musimy wykupić jedną z atrakcji, wizytę u Dziadka Mroza, lub wstęp do Muzeum Przyrodniczego. Dzieciaki wybrały Dziadka a dla dorosłych atrakcją miała być jazda po Puszczy. Jak się okazało, po białoruskiej części Puszczy jeździ się tak przyjemnie, że jest to także atrakcją dla dzieci. Można puścić maluchy i pozwolić im na małe szaleństwa, wyścigi, próbowanie jazdy z jedną ręką, na stojąco.

Tak się jeździ po białoruskiej części Puszczy Białowieskiej - fot. Kuba Ruta - www.nastopach.pl

Dzieciaki świetnie się bawiły a na zjazdach z górki biły rekordy prędkości mierząc je na swoich licznikach, które stały się ważnym czynnikiem motywującym. Prześcigały się w rekordach a Amelka niemalże co kilometr raportowała ile kilometrów już przejechała rowerem ;) Nie spodziewałem się, że przebyte kilometry będą dla niej motywatorem, a jednak! Samodzielna jazda rowerem stała się dla niej przyjemnością. A po Puszczy jeździ się bardzo przyjemnie, szerokie trakty, nieliczne i niewielkie wzniesienia, możliwość usamodzielnienia się dzieci powodują, że chętnie wsiadają na rower i ćwiczą różne style - jazda bez jednej ręki, jazda na jednym pedale - potrafią się nakręcić.

Dziadek Mróz czyli Mikołaj, który przynosi prezenty białoruskim dzieciom :)

Dziadek Mróz czyli Mikołaj, który przynosi prezenty białoruskim dzieciom :)

W drodze do Dziadka Mroza skręcamy kilkaset metrów w leśną drogę w kierunku Wielkiego Dębu. Jest to drzewo wysokości ok 32 m, bardzo okazałe, ponad 600 letnie. Jak informuje tabliczka, można z niego wybudować jeden cały dom! Jest to pierwsza nie asfaltowa droga na jaką wjechaliśmy. Swoją drogą ciekawe jak bardzo asfaltowe drogi ingerują w przyrodę. Ktoś potrafi odpowiedzieć na to pytanie?

Kompleks Dziadka Mroza to kilkanaście budynków na kilku ha i największa atrakcja czyli Dziadek Mróz, którego trzeba zawołać (oczywiście po białorusku) aby wyszedł ze swojej chaty i zrobił sobie pamiątkowe zdjęcie z dziećmi. Ot, taki park rozrywki, bez zbędnego chłamu, utrzymany we wschodnim stylu, z chińskimi akcentami - figurki przedstawiające oznaczenie poszczególnych lat w kalendarzu chińskim.

Szerokie, bezpieczne trakty, drzewa dające schronienie od deszczu i upału

Wieczorem robimy jeszcze krótką wycieczkę po Kamieniukach, ciekawi jesteśmy tabliczki "Dom Rybaka". Jak się okazało był to jeden z noclegów ale dzięki temu spotykamy sympatyczną parę z Kaszub i mamy możliwość zapoznania się z architekturą białoruskiej wsi. W zasadzie wszystkie domy, z drobnymi wyjątkami są tak samo zbudowane - drewniane, dachy dwuspadowe, obejścia zadbane z licznymi jabłoniami lub innymi drzewami owocowymi. W tym czasie Jurek odbywa kolejny już mecz z kolegami na pobliskim szkolnym boisku.

Tego dnia zrobiliśmy ok. 32 km.

Dzień szósty - przez białoruską wieś

Wyjeżdżamy z Kamieniuk drogą nr 83 czyli Białowieża - Brześć. Nieduży ruch samochodowy, raczej niewysokie ale liczne wzniesienia i asfaltowa nawierzchnia powodują, że kilometry uciekają dosyć szybko. Jedyna przeszkoda to spory upał i brak możliwości schronienia się przed nim. Mimo tego, dzieciaki chętnie pedałują.

"Najlepsi z najlepszych!" - współcześni białoruscy stachanowcy

W Kamieńcu fotografujemy dom partii, podchodzimy do cerkwi, jemy obiad w towarzystwie spotkanych dzień wcześniej Polaków i jedziemy na miejscowe kąpielisko w Parku Kultury i Wypoczynku, na którym spędzamy półtorej godziny. Dzięki tym zabawom dzieciaki odzyskują siły i dalszą motywację do jazdy, która sięgnęła dna z chwilą oznajmienia im kilka godzin wcześniej, że najpierw odwiedzimy twierdzę a rzekę odwiedzimy później. Była to dla nich trudna to zaakceptowania decyzja... Na szczęście demokracja obowiązywała tylko dorosłych inaczej w głosowaniu przegralibyśmy z kretesem ;) Robimy zakupy w sklepie a ekspedientki mają ubaw z umiejętności posługiwania się językiem rosyjskim przez Kubę. A może także był to ubaw z moich błędów? W końcu maturę zdawałem kilkanaście lat temu i od tego czasu językiem rosyjskim posługuję się wyłącznie podczas wyjazdów na wschód lub obsługując rosyjskojęzycznych klientów naszego sklepu.

Cerkiew w Kamieńcu - fot. Kuba Ruta - www.nastopach.pl

Następnie kierujemy się do miejscowości Młyny, oddalonej o kilkanaście kilometrów, w której tego samego dnia zarezerwowaliśmy nocleg - znowu się udało! I tutaj znowu przydała się znajomość języka rosyjskiego. Zjeżdżamy wreszcie z głównych dróg i wjeżdżamy w białoruską wieś, raczej biedną, ale kolorową i z bardzo przyjaźnie nastawioną ludnością. Po drodze mijamy licznie rosnące drzewa mirabelek, pamiętacie coś takiego? Mi przypomniały smak dzieciństwa, gdy zajadaliśmy się nimi w trakcie letnich szaleństw.

Jedna z kilku mijanych po drodze cerkwi - fot. Kuba Ruta - www.nastopach.pl

Jedna z kilku mijanych po drodze cerkwi - fot. Kuba Ruta - www.nastopach.pl

Udaje nam się zobaczyć kolejne bociany i podsłuchać ciekawe i śmieszne zarazem rozmowy dzieciaków :)

Fot. Kuba Ruta - www.nastopach.pl

Z tego dnia najlepiej zapamiętamy wieś Lipniki, odwrót w kierunku przystanku, pod którym schroniliśmy się przed deszczem, obserwacje odchodzącego deszczu, który dzieciaki określiły mianem maszerujących żołnierzyków, podarowanie nam jabłek przez pszczelarza, gruszek i pomidorów przez starzą panią i rozmowy z mieszkańcami wsi, którzy byli pod wrażeniem naszych dzieciaków i oczywiście pytali gdzie nasze żony? Od wszystkich, których tam spotkaliśmy otrzymaliśmy przejawy życzliwości i sympatii. Dzieciaki były tym bardzo zbudowane!

Tutaj zaczęły się szutry...

Tutaj zaczęły się szutry...

I właśnie tutaj po raz pierwszy pojawiają się długie odcinki szutru, który przez większą część wyjazdu mozolnie zdobywał sympatię dzieciaków a one uczyły się jak wybierać najlepszą drogę aby jechało się wygodniej. Z utęsknieniem szukały asfaltu, po którym jeździło się im zdecydowanie łatwiej a gdy już na niego wjechaliśmy okazało się, że był tak dziurawy, że chyba lepiej jechało się po tym "nieszczęsnym" szutrze. My, tatusiowie, witaliśmy asfalt z mieszanymi uczuciami - z jednej strony lubimy drogi szutrowe i chcemy przekonać do nich dzieciaki a z drugiej konieczność motywowania do jazdy i spadek morale powodowały, że z lekkim niepokojem patrzyliśmy na tarkę na szutrach. Jadąc mijamy snopki zboża i zastanawiamy się czy nie trzeba będzie w nich spać jeśli nie dojedziemy do naszego noclegu ;)

Poranne zabawy po oglądaniu ptaków łownych - fot. Kuba Ruta - www.nastopach.pl

Poranne zabawy po oglądaniu ptaków łownych - fot. Kuba Ruta - www.nastopach.pl

Do Leśnej Paulinki dojeżdżamy mocno po godz. 20:00, wyciągamy kupione w sklepie pielmieni (i tutaj chwała torebce termicznej kupionej specjalnie na wyjazd w jednym z marketów) czyli "danie szefa kuchni" i karmimy dzieciaki i siebie oraz zajadamy się zielonymi pomidorami otrzymanymi kilka godzin wcześniej we wsi Młyny. Na miejscu poznajemy rosyjskich turystów, którzy nocują razem z nami. Z tą jednak różnicą, że ich urlop trwa ok. 2 miesięcy, co wg nich jest normą u pracowników rosyjskich instytucji państwowych ;) Gdy to usłyszałem ... ehh może tak wyemigrować na wschód? Dzieciaki mimo, że przejechały tego dnia naprawdę sporo, szalały na placu zabaw ale padły jak muchy podczas zasypiania.

Rejon, przez który jechaliśmy był przede wszystkim nastawiony na rolnictwo - fot. Kuba Ruta - www.nastopach.pl

Zamykamy dzień z liczbą ok. 41 km, z tego ok. 12 km po drogach szutrowych.

Dzień siódmy - najtrudniejszy dzień wyjazdu, "uciapciany rower" - Brześć

Postanawiamy jechać wytyczonym szlakiem (całość jest w formie pętli) "Widomla - Czarnawczyce - serpentyna zdrowia". Był on impulsem do powstania kilku agroturystyk, w tym obiektu, w którym się zatrzymaliśmy, oznaczenia szlaku, wydania map i przewodników. Całość finansowana, a jakże ze środków UE, USA i Eurasia Foundation ;) Niesamowity upał, w większości szutrowe drogi i chyba już lekkie zmęczenie dzieciaków dawało tego dnia znać o sobie. Dodatkowo cały czas krążące chmury burzowe lekko nas niepokoiły ale były jednocześnie okazją do rozmowy z dzieciakami o optymistach, pesymistach i realistach. Każda z tych postaw miała odzwierciedlenie w naszej ekipie a rozmowa była impulsem do żartu o pesymiście (wiecie kto to jest? Były optymista, dobrze poinformowany) i motywacji dzieciaków do jazdy. Tego dnia wykonałem też ekonomiczną wersję holu Follow Me ;) - hol z paska od sakwy i taśmy do follow me, dzięki czemu w trudniejszych momentach (gdy z różnych względów uciekła nam ekipa i trzeba ją było gonić pod górkę). Najtrudniejszy moment nastąpił po dłuższym postoju pod sklepem, zaczął się piękny ale jakże trudny odcinek po podmokły terenie.

Najtrudniejszy, z dużą ilością błota odcinek wyjazdu - fot. Kuba Ruta - www.nastopach.pl

Potęgował to fakt, że w poprzednich dniach bardzo intensywnie padało i teren był mocno grząski. Wszystkie dzieciaki wzięliśmy na hol lub do przyczepek. Najwcześniej hol podpiąłem ja, przez co zbyt daleko oddaliłem się od Kuby i Marcina. Lejący się z nieba żar, ogromna wilgotność powietrza, komary i gzy spowodowały, że chciałem jak najszybciej opuścić ten teren. Tak trudnego odcinka jeszcze nie jechałem, była to kulminacja różnych trudności. Nawet nie miałem okazji i ochoty robić zdjęć, myślałem tylko aby jak najszybciej przejechać ten trudny odcinek. Po tej ucieczce od peletonu zostałem nazwany Bieleckim wyprawy ;) Łatwo mówić, jako jedyny nie miałem przyczepki, do której mogłem schować dziecka. Dodatkowo nie zrozumieliśmy się przy przekazywaniu informacji o właściwej drodze, przez co kilka km jechaliśmy oddzielnie i straciliśmy ok. godziny na wzajemne wyczekiwanie siebie. Z drugiej strony, argument Kuby, że jakakolwiek awaria którejś z przyczepek spowodowałaby konieczność mojego powrotu też był słuszny. Nauczka na przyszłość - następnym razem może będzie lepiej. Amelce najbardziej w trakcie tego przejazdu przeszkadzało, że jej rower "jest strasznie uciapciany i nie będzie mogła wsiąść z takim uciapcianym rowerem do pociągu" oraz bezustannie atakujące gzy i komary.

Zabawa w wodzie to zawsze najlepsza zabawa - fot. Kuba Ruta - www.nastopach.pl

Na szczęście sytuacja szybko została wyjaśniona, "uciapciane rowery" umyte w napotkanej kilka km dalej pokaźnej wielkości kałuży a wszystko przypieczętowaliśmy wspólnym wypiciem kwasu i fanty, która została obiecana Jurkowi a dziwnym zbiegiem okoliczności otrzymaliśmy z Amelką od jednego z mieszkańców mijanej wioski. Kolejny przejaw życzliwości, jaki spotkaliśmy.

Lekko brudne stopy po błotnistym odcinku

Jadąc do Brześcia przecinamy główną drogę, zjeżdżamy gdzieś w bok, trochę naokoło, obok jakiejś bazy wojskowej (chowamy głęboko aparaty i komórki) ale nie chcemy jechać wśród coraz większej liczby samochodów, klucząc po jego przedmieściach. I znowu rozmowa z Białorusinami, którzy widzieli nas dzień wcześniej na drodze z Kamieniuk w kierunku Brześcia.

Następną godzinę jeździmy szukając przejścia przez tory. Niestety okazało się, że aby przedostać się na drugą stronę torów musimy wnieść a następnie znieść cały sprzęt na wysoki wiadukt. Jakiś kilometr dalej a może więcej widzieliśmy spory wiadukt, nie wiedzieliśmy jednak czy jest tam jakiś chodnik a nie chcieliśmy ryzykować dojazdu i ew. powrotu. Mimo godz. 19:00 wciąż było ponad 27 C! A słońce schowało się już dawno... Wolę nie myśleć ile było w ciągu dnia, w pełnym słońcu. Jak się okazało następnego dnia, warto było podjąć ryzyko, okazało się, że na wiadukcie był chodnik, którym można było spokojnie przejechać. Cóż, płaci się frycowe, nie po raz pierwszy podczas tego wyjazdu. Dodatkowo w trakcie zakładania sakwy, chyba już ze zmęczenia popełniłem błąd, który kosztował nas kilkanaście minut postoju i konieczność odcięcia haka, który wkręcił się między widelec i owinął piastę! Do dzisiaj nie wiem, jak mogło do tego dojść - hak był wygięty jakby był wykonany z plasteliny.

A teraz przeniesiemy sobie rowery i przyczepki - fot. Kuba Ruta - www.nastopach.pl

Jadąc przez Brześć szukamy jakiegoś miejsca do zjedzenia, próbujemy kwasu prosto z beczki i wzbudzamy sensację jadąc już po ciemku z dzieciakami i przyczepkami. Lądujemy w jakieś "mordowni", nie było innego wejścia, z przypadkowo spotkanym Białorusinem rozmawiam o jego kolegach z dawnych czasów, z Pruszkowa, którzy to "horoszyje chłopy byli", ciekawe ... :) Nasz nocny rajd po Brześciu, podczas którego nawet milicjanci bili nam brawo, dzieciaki wymieniają jako jeden z najfajniejszych momentów wyjazdu. Amelka zapamiętała mijane "kościoły ze złotymi kopułami" i szybki zjazd mostem.

Najlepszy kwas jaki piliśmy! - fot. Kuba Ruta - www.nastopach.pl

Na liczniku mamy ok. 47-48 km (mój uległ małej awarii a Amelki licznik został wyzerowany przez Jurka)

Dzień ósmy - "A Twierdzę Brzeską zobaczymy w internecie"

W Brześciu jest dużo ścieżek rowerowych. Przyjemnie się jeździ po tym mieście. Niestety późny przyjazd przedostatniego dnia i problemy z biletami spowodowały, że nie zwiedziliśmy Twierdzy Brześć (głównego zabytku Brześcia i naszego celu), dopiero na miejscu w noclegu, z jakiegoś folderu o Białorusi dowiedzieliśmy się, że na głównych ulicach Brześcia funkcjonują jeszcze lampy gazowe, które są zapalane przez latarników, zupełnie zapomnieliśmy, żeby pokazać dzieciakom zmianę osi pociągów na dworcu w Brześciu (a spędziliśmy tam kilka godzin!)... Niestety ale nadmiar pracy przed wyjazdem spowodował, że nie do końca zaplanowaliśmy wybrane aspekty wyjazdu, co właśnie się mściło. Wyczerpał się limit szczęścia podczas tego wyjazdu i teraz było już cały czas pod górkę. Na szczęście to był ostatni dzień wyjazdu!

Jedna z brzeskich cerkwi - fot. Kuba Ruta - www.nastopach.pl

Niestety okazało się, że nie mogliśmy kupić biletów na pociąg bezpośredni do Warszawy, ponad tydzień wcześniej ta sama sztuka nie udała się nam przez internet (jak się dowiedziałem już po wyjeździe, podobno bilety na ten pociąg można kupić tylko w kasach). Jedyna szansa na wydostanie się z Brześcia to zakup biletów na pociąg do Terespola, za "jedyne" 8 euro za osobę z rowerem. Dzięki innym pasażerom udało się nie zgubić wszystkich dzieci i można było ruszać!

Takie powroty to już norma w naszym wykonaniu - i lepiej nie będzie - fot. Kuba Ruta - www.nastopach.pl

W pociągu nie dało się otworzyć okna, panował więc straszny zaduch ale gra w szpiega i dosyć krótka trasa spowodowała, że jazda szybko minęła. Już po polskiej stronie z wydostaniem się z całym majdanem pomogły nam panie z obsługi pociągu a później funkcjonariusze polskiej Straży Granicznej, którzy przenieśli nam sporą część bagaży i zaprezentowali dzieciakom odprawę paszportową! Na pytanie "Gdzie Wasze mamy" dostali jedyną słuszną odpowiedź "W domu, bo to wyjazd tatusiowy!" Wszyscy byli mocno zdziwieni, że 3 ojców wybrało się na taką wycieczkę, bez żon a może wyglądaliśmy tak komicznie z tym wszystkim? ;) A dla nas to norma! Wyjazd z Terespola to kolejna przygoda. Z powodu remontu torów nie dało się stamtąd wydostać jak wynajęciem taxi bagażowego, w pewnym momencie mieliśmy plan, że do Białej Podlaskiej pojedziemy rowerami ale dosyć długi czas jaki zajęło nam przeprawienie się na polską stronę i straszny upał spowodowały, że plan ten upadł. Był to chyba nasz najdroższy powrót z wyjazdu... :( Cóż, za błędy się płaci. Jedyny pociąg do Warszawy odjeżdżał z Białej Podlaskiej o 19:23 i musieliśmy na niego zdążyć. Na szczęście startował w Białej Podlaskiej, bilety (bez gwarancji siedzenia) udało się kupić a rowerowe dokupiliśmy już u konduktora. I tutaj, w trakcie oczekiwania i zastanawiania się jak dojechać do domu, najzimniejszą krew zachował Kuba, mnie lekko ponosiły nerwy. Na szczęście, wszystko się udało. Swoją drogą, mimo, że byliśmy jedynymi rowerzystami nie można było ich kupić w kasie. Pewnie dlatego, że PKP podstawia za krótkie składy i miejsca dla rowerzystów są konsumowane przez ściśniętych pasażerów ... I wg pasażerów, którzy jeżdżą regularnie tą linią, tak jest za każdym razem. Jakie to ... pkpowskie. Czy kiedyś zmieni się podejście do pasażerów? Ważne, że wsiedliśmy a dzieciaki już w wieku kilku lat poznały najważniejsze zasady podróżowania pociągami w Polsce - najlepsze miejsce jest przy WC i najważniejsze, że wsiadłeś :)

Strategiczne miejsce w pociągu relacji Biała Podlaska - Warszawa Zachodnia - przy kibelku :) - fot. Kuba Ruta - www.nastopach.pl

Na koniec, gdy wysiedliśmy na Dworcu Warszawa Centralna, Amelka oznajmiła, że wracamy do domu na rowerze bo ona musi mieć 300 km na liczniki. I poszło, tym samym na całym wyjeździe zaliczyła ok. 200 km.

Dzień ostatni zamknęliśmy z ok. 26 km na liczniku. 

Największą radością wyjazdu był fakt, że Amelka jechała bez holu Follow Me i dała radę! Jeszcze nie polubiła szutrów ale idzie jej coraz lepiej na takiej nawierzchni a gdy na koniec wymieniała, co jej się podobało w trakcie wyjazdu, dwukrotnie powiedziała, że "najbardziej podobała mi się jazda na rowerze :)" Pozostaje popracować jeszcze nad logistyką i w przyszłym roku na Rowerowy Wyjazd Tatusiowy można ruszać pod namiot i w powiększonym składzie.
 
Porady praktyczne:
 
- wjeżdżając do Puszczy warto mieć mocne i skuteczne środki przeciwko komarom, gzom, kleszczom i innym owadom - latem było tam mnóstwo i ostro cięły!
 
- ruch bezwizowy odbywa się w 2 strefach (Grodno i Kanał Augustowski oraz Brześć i Puszcza Białowieska), niestety nie można ich mieszać (stan na sierpie 2018). Tj. wjeżdżamy i wyjeżdżamy w jednej strefie. Mogą to być różne przejścia w ramach tej samej strefy. Na każdą wymagane jest osobne zezwolenie. Możemy przebywać do 10 dni.
 
Do przekroczenia granicy niezbędne są (dane na sierpień 2018):

- przepustka - dokument wystawiony przez białoruskie biuro podróży - my polecamy firmę Naturebike.pl, sprawnie działa także https://bezviz.by/pl/brest/. Najbardziej korzystnie cenowo wychodzi jednak zakup przepustki w biurze Puszczy Białowieskiej za 12 euro -w tej cenie jest zwiedzanie muzeów i przejazd rowerowy pzez Puszczę. Niestety o tym dowiedziałem się już po powrocie do Polski (namiary na biuro bezvizy.npbp@tut.by, beltour07@mailru, www.npbp.by). Należy dokonać tego przez internet, przed planowanym przyjazdem. Można zapłacić po przyjeździe.

- ważny paszport;

- ubezpieczenie - wydane przez określone TU - można wykupić tylko dedykowanych towarzystw ubezpieczeniowych, wykupiliśmy ubezpieczenie w biurze PTTK w Białowieży - na 5 dni kosztowało 27 zł/os. (ubezpieczyciel AXA);

- wykupione przynajmniej 2 dostępne usługi turystyczne (biuro powinno zaproponować);

- odpowiednie zabezpieczenie pieniężne - nam jednak nie sprawdzano czy mamy gotówkę na przeżycie.

Dla wybierających się do strefy Grodno i Kanał Augustowski polecam stronę https://grodnovisafree.by/pl/ - zawiera porady praktyczne, adresy gospodarstw agroturystycznych, informacje o atrakjach itp.

Taki krajobraz towarzyszył nam często - fot. Kuba Ruta - www.nastopach.pl

Strefy bezwizowe w Białorusi - w oparciu o stronę www.naturebike.pl:

Grodno i Kanał Augustowski - granice strefy to kilka powiatów

- powiat Świsłocki (Свислочский)
- powiat Grodzieński (Гродненский)
- Brześć i Puszcza Białowieska
- powiat Brzeski (Брестский)
- powiat Prużański (Пружанский)
- powiat Żabinkowski (Жабинковский)
- powiat Kamianecki (Каменецкий)

Przejścia graniczne w strefie Grodno i Kanał Augustowski

- Kuźnica Białostocka – Bruzgi (rower, auto, bus)
- Rudawka – Lesnaja (kajak, rower) - na Kanale Augustowskim - przejście, którym pierwotnie planowaliśmy przekroczyć granicę ale z uawgi na znaczne odległości odpuściliśmy
- Švendubrė – Privalka (przejście graniczne z Litwą) (rower, auto)
- Raigardas – Privalka (przejście graniczne z Litwą) (rower, auto)
- kolejowe przejście graniczne Kuźnica Białostocka – Bruzgi
- port lotniczy Grodno - tylko dla pasażerów linii lotniczych

Brześć i Puszcza Białowieska

- Terespol – Brześć (auto) - wycieczki zorganizowane mogą przekroczyć na rowerze ale w tym celu trzeba uzyskać specjalne pozwolenie (ktoś wie jak to zorganizować?)
- Sławatycze – Domaczewo (auto)
- Połowce – Pieszczatka (auto)
- Białowieża – Piererow (rower, pieszo) - przepustka do białoruskiej części Puszczy Białowieskiej
- kolejowe przejście graniczne Terespol – Brześć - odprawa na 30 minut przed odjazdem pociągu, na Dworcu
- port lotniczy w Brześciu - tylko dla pasażerów linii lotniczych

- wjazd dzieci niepełnoletnich, a także obywateli państw obcych do Białorusi możliwy jest tylko pod warunkiem posiadania ważnego paszportu (lub innego właściwego dokumentu tożsamości przeznaczonego do dokonania wyjazdu za granicę), a także wizy;
 
- w przypadku dzieci niepełnoletnich wyjeżdżających z rodzicami, dane których wniesione są do dokumentów wjazdowych rodziców, w paszportach rodziców powinny być umieszczone zdjęcia dzieci zgłaszanych do wyjazdu;
 
- opieka medyczna dla osób spoza WNP jest płatna;
 
- powrót z Brześcia - trzeba załatwiać bilety ze sporym wyprzedzeniem, szczególnie na niedzielę. Pociąg cieszy się popularnością wśród Białorusinów, mam też wrażenie, że łatwiej kupić w kasach niż przez internet (my próbowaliśmy kupić na ponad tydzień przed powrotem i system nie puszczał naszej grupy - 9 osób i 7 rowerów, także przy próbach rozbicia grupy - możliwe, że bilety na ten pociąg można kupić tylko w kasach);
 
- warto znać podstawowe zwroty po rosyjsku i cyrylicę (w samej Puszczy napisy są po białorusku i angielsku) ale poza już tylko białoruski/rosyjski. Kilka razy robiłem za tłumacza, w tym dla holenderskiej rodziny, która ni w ząb nie rozumiała rosyjskiego a recepcjonistka nic po angielsku. Oj ciężko im było - w dodatku chyba mieli problem ze zrozumieniem wschodnich klimatów;
 
- jeśli jedziecie większą grupą, warto postarać się o możliwość przekroczenia granicy na rowerze, unika się kosztu biletu kolejowego z Brześcia do Terespola - transfer pomiędzy granicami jest z reguły najdroższy;
 
- ruble - nie kupicie ich ani w Białowieży ani w Hajnówce. Za bilety można płacić kartą, w Kamieniukach wypłacić z bankomatu (przy hotelu nr 2);
 
- jeśli planujecie wyjazd bez namiotów, warto przed zarezerwować noclegi lub zrobić rozpoznanie i spisać adresy/numery tel. obiektów noclegowych po trasie. Poniżej strony oraz namiary na konkretne obiekty;

- planując wyjazd na Białoruś warto zaplanować na zwiedzanie Brześcia jeden cały dzień, a może nawet półtora, nie pół jak my, które i tak musieliśmy poświęcić na organizację powrotu do domu...;

Śniadanie pod jednym z marketów w Brześciu - fot. Kuba Ruta - www.nastopach.pl

- w większości miejsc można płacić kartą, warto wyposażyć się w kartę Revoult - ma najkorzystniejszy przelicznik. Agroturystyki i noclegi - gotówka. W Paulince zapłaciliśmy złotówkami;
 
- w Terespolu lub Brześciu musisz przyjść na pociąg dla kontroli paszportowej przynajmniej 30 minut przed odprawą.
Noclegi Białowieża
 
Domek Noclegowy Maciejka  - rezerwacja przez booking.com
Adres: ul. Pałacowa 67 (Olgi Gabiec), Telefon: +48 691 700 508
 
Noclegi po trasie - Białoruś:

Kamieniuki - Puszcza Białowieska
 
Hotele, m.in. Belovezhskaya pushcha Hotel №2 - Беловежская пуща. Гостиница №2, tel. +375 1631 56-5-72, mail. beltour07@mail.ru - tutaj nocowaliśmy, jest ok., ale następnym razem wybralibyśmy jednak którąś z agroturystyk
 
Dom Rybaka - tel. +375 29 874 77 22 
 
Агроусадьба Пущанский Уголок - Agrousadba Puschansky-Ugolok, tel. +375 29 888-11-48
 
Agrousadba Pushchanskaya, tel. +375 44 541-38-35
 
Młyny
 
Lesnaya Paulinka, tel. +375 29 694-57-15 - tutaj nocowaliśmy i szczerze polecamy!
 
Agrousadba Teremok - tel. +375298260485 - osobny stary domek, w środku wykończony i wyposażony specjalnie pod turystów, b. komfortowe warunki

Warto szukać też i rezerwować noclegi za pośrednictwem portalu booking.com - tak wypatrzyliśmy noclegi w Brześciu i w Młynach.

Co się sprawdziło / jakie mieliśmy rowery / sakwy...?

Sprawdzona ekipa - najmocniejszy punkt tego wyjazdu! :) Nawet udało się nie dublować ekwipunku (apteczki, naczyń turystycznych itp.)

Przydały się zachowane jeszcze z poprzedniego wyjazdu owoce suszone - uruchomione w chwilach kryzysu.

Gry słowne, logiczne i pamięciowe na trasie - pomagały nie myśleć o upale i ciągłym pedałowaniu.

Sandały - bardzo szybko schną, umożliwiają brodzenie w wodzie, nie grzeją nóg w trakcie upałów. Z Amelką używamy sandałów marki Teva - nic więcej nie brałem z obuwia, stwierdziłem, że jeśli będzie chłodniej to w bardzo nieelegancki sposób założę skarpety - dzięki temu zyskałem miejsce w sakwie.

Lekka bielizna z wełny merino - szybko schnie po upraniu i zajmuje mało miejsca - na cały wyjazd miałem 2 koszulki Smartwool, prane na zmianęi suszone na sakwach.

Oznaczenie sakw wstążkami (patent za radą Pana Krzysztofa, naszego klienta, który napisał art. "Wycieczki rowerowe z dziećmi - porady i trasy dla rodziców samodzielnych rowerzystów") - dzięki temu wiedzieliśmy bez ich otwierania, co jest w danej sakwie.

Naczynia turystyczne tym razem całą drogę przejechały w sakwie, przydał się jednak turystyczny kubek do parzenia kawy - GSI Javapress!

Żel antybakteryjny do dezynfekcji rąk - pomaga zachować higienę w trasie.

Kosmetyczka Deuter Wash Bag I - nieduża, umożliwia zabranie wszystkiego co niezbędne i niczego więcej ze względu na rozmiary!

Pokrowce na raki i na uprząż wspinaczkową - zmieściły sztućce, palnik, gaz, zapałki, herbatę i wiele drobiazgód, które nie powinny być luzem w sakwie... - miałem wszystko w jednym miejscu. Patent podpatrzony u kolegi Krzyśka (ten od wyprawy na Bornholm). Skoro nie mogę ich wykorzystać na wspinaniu to biorę chociaż na rower.

Rowery - Amelka i Jurek na lekkich rowerach Frog 55 w rozmiarze kół 20", Hela na Kross Hexagon, Janka na lekkim rowerku Woom 2 a Stasiek i Kalinka na zmianę - w przyczepkach, na nogach w chwilach buntu lub na roweku biegowym, o który były największe kłótnie :)

Sebastian - Giant Roam 3 na kołach 28", Kuba - Scott na kołach 26" a Marcin na Giant - modeli nie znam - dodatkowo bagażniki rowerowe (tylne wszyscy - przednie Sebastian i Kuba).

Przyczepki - Croozer Kid 2 i Chariot Cougar 2.

Sakwy - na wyprawy koniecznie wodoszczelne, nie zazdroszczę osobom, którym deszcz zmoczy zawartość... My korzystamy z wielokrotnie sprawdzonych sakw polskiej firmy Crosso, a na przód założyłem tym razem 2 x 20 litrów Sport Arsenal Expedice (dzięki ich bocznym paskom mogłem suszyć pranie w trakcie jazdy), Kuba jako jedyny miał komplet Ortlieb - Back Roller Classic - na przednim bagażniku, 2 x 20 litrów. Marcin i Kuba mieli także wory transportowe Crosso.

Torba na kierownicę z mapnikiem - pozwala mieć zawsze pod ręką aparat, telefon, bez obawy o zamoczenie i śledzić trasę na mapie. Wszyscy korzystamy z toreb firmy Ortlieb - gwarantują one łatwy dostęp do bagażu i przede wszystkim ochronę przed wodą! A zlewa bez możliwości schowania się może dopaść i na krótkich wycieczkach.

Apteczka - przydała się tylko raz, mielismy jedną na całą ekipę.

Mapy i przewodniki - korzystaliśmy z przewodnika "Białoruś. Historia za miedzą" wyd. Bezdroża - podziękowania dla Kasi i kolegów z mojego poprzedniego zespołu, od których dostałem ten przewodnik na odchodne :), mapy "Puszcza Białowieska. Część białoruska", wyd. PTOP (skala 1:50 000), OSM Map w telefonie (głównie w Brześciu - w trybie offline, pobrana przed wyjazdem) oraz map lokalnych szlaków otrzymanych w obiektach noclegowych. Z uwagi na zmiany w Puszczy, papierowa mapa nie zawsze odzwierciadlała rzeczywisty przebieg szlaku czerwonego ale nie było to problemem. Niestety w internecie wciąż mało praktycznych porad i informacji, Białoruś to dalej mało wyeksplorowane przez Polaków tereny.

Poniżej mapa wyjazdu przygotowana przez Kubę:

Oczywiście liczyliśmy bociany, zebraliśmy ich tylko ok. 150 - nie będzie więc kolejnego braciszka / siostrzyczki - w zeszłym roku bocianów naliczyliśmy 492.

Kąpiel w rzece Liasnaja pozwoliła odzyskać siły i zapomnieć na jakiś czas o upale - fot. Kuba Ruta - www.nastopach.pl

Co, do poprawy?

Logistyka - zakup biletów powrotnych - brak biletów kosztował nas sporo stresu, dużo pieniędzy i cały dzień na podróż, która powinna trwać 3 h a nie 10!
 
Czas na zwiedzanie / rozpoznanie tras / nawierzchni - mieliśmy zdecydowanie za mało czasu na zwiedzanie Brześcia, którego w zasadzie nie widzieliśmy poza tym, co udało się zobaczyć z siodełka roweru. Wynikało to z bardzo trudnego przedostatniego dnia i późnego przyjazdu, a w konsekwencji zmęczenia następnego dnia i problemów z biletami. Kilka godzin straciliśmy na organizację powrotu zamiast zwiedzać twierdzę Brześć. Warto też czytać strony bywalców danych miejsc, foldery - można wyłapać mało znane perełki.
 
Na wyjazd zabrałem powerbank aby telefonem dokładnie nagrywać trasę przejazdu, zupełnie o tym zapomniałem... Na szczęście trasa nie była trudna i odzwierciedliliśmy ją w google maps. Podobnie o powerbanku, który przeleżał całą wyprawę na dnie sakwy.
 
Na następny zagraniczny wyjazd zabierzemy niedurze polskie flagi! Zupełnie nie pomyśleliśmy o tym przed tym wyjazdem...
 
Kilka wolnych myśli
 
Wielka wojna ojczyźniana - ciekawe, wszędzie widnieją daty 1941-1945 - niby wiadomo, ale jakże inaczej to się odbiera tutaj na miejscu... Szczególnie w kiedyś polskim Brześciu... "Gorod gieroj Odessa", "Gorod gieroj Kijev", bohaterska obrona twierdzy Brześć (ale wiadomo, ta z 1941 a nie ta nie polska z 1939 r.) itp. A "gorod gieroj Warszawa?" Trudna jest ta historia. Nie powinna dzielić na lepszych i gorszych, żadnej ze stron.
 
Rejon, w którym spędziliśmy te kilka dni to jedno z bezpieczniejszych miejsc, jakie do tej pory odwiedziłem.
 
Jadąc z dziećmi zawsze trzeba mieść jakieś rozwiązanie awaryjne - na pociągnięcie, skrócenie trasy, nocleg itp.
 
Follow Me w wersji lekkiej i ekonomicznej ;)

Na białoruskiej wsi chyba każdy na swoim podwórku ma jabłoń lub inne drzewo owocowe - przyjemny widok :) Domy z reguły proste, 2 spadowe, niezwykle kolorowe a posesje zadbane. Rzadko trafialy się bardziej skomplikowane w budowie lub z cegły.

Podziękowania dla funkcjonariuszy Straży Granicznej z Terespola za wyrozumiałość i pomoc przy przenoszeniu całego majdanu! :)

Podsumowanie

Pomimo, że dzieciaki jechały dzielnie, bardzo, bo upał bywał niemiłosierny i zdały rowerowy egzamin na 6 to warto mieć zawsze jakieś awaryjne rozwiązanie. Gdyby złapały kontuzję, siadła im totalnie motywacja albo trafił się trudny odcinek. Dlatego chyba jazda z namiotem jest najlepszym wyjściem - nocujesz gdzie chcesz i kiedy chcesz. A kluczem do sukcesu na takich wyprawach jest chyba stopniowe wtajemniczanie dzieciaków w takie wyjazdy - przyczepka, krótkie wycieczki na własnym rowerze, dłuższy wyjazd wspomagany holem i później wyjazd bez holu. Tak było w naszym przypadku i uważam, że była to słuszna droga. W zeszłym roku pokazanie piękna wyjazdów z pomocą holu a rok później, ze znacznie silniejszym i dojrzalszym dzieckiem już bez holu, bez napinki na kilometry, bo te i tak same przyjdą. Ale najważniejsza jest wspólnie przeżyta przygoda!

I jest marzenie aby Rowerowe Wyjazdy Tatusiowe weszły na stałe do wakacyjnego kalendarza - tylko skąd brać urlop na to wszystko?

Dziękuję całej ekipie za wspaniały wyjazd a w szczególności naszym Maluchom, które wciąż lubią z nami jeździć :)

Komentarze

Zalogowani użytkownicy nie muszą wpisywać kodu bezpieczeństwa. Zarejestruj się teraz lub zaloguj się jeśli masz już konto.