dzisiaj jest sobota, 25 listopada 2017

Kliknij województwo, aby zobaczyć atrakcje.

Mapa atrakcji dolnośląskie kujawsko-pomorskie lubelskie lubuskie łódzkie małopolskie mazowieckie opolskie podkarpackie podlaskie pomorskie śląskie świętokrzyskie warmińsko-mazurskie wielkopolskie zachodniopomorskie

Kliknij województwo, aby zobaczyć wycieczki.

Mapa wycieczek dolnośląskie kujawsko-pomorskie lubelskie lubuskie łódzkie małopolskie mazowieckie opolskie podkarpackie podlaskie pomorskie śląskie świętokrzyskie warmińsko-mazurskie wielkopolskie zachodniopomorskie

Kliknij województwo, aby zobaczyć noclegi.

Mapa noclegów dolnośląskie kujawsko-pomorskie lubelskie lubuskie łódzkie małopolskie mazowieckie opolskie podkarpackie podlaskie pomorskie śląskie świętokrzyskie warmińsko-mazurskie wielkopolskie zachodniopomorskie
Booking.com

Gdy za rogiem knajpy brak – czyli kuchnia (wyżywienie) na wyjazdach rowerowych

2017-11-09 11:10

Jeżdżąc w różnych, często dość odosobnionych od cywilizacji okolicach, staramy się być całkowicie niezależni, również w kwestiach kulinarnych. Aby temu sprostać, trzeba albo zabierać na cały bądź większość wyjazdu zapasy z domu, albo polegać na wyposażeniu lokalnych sklepów, w których można zostać zaskoczonym bogactwem wyboru, jednak częściej bardzo ograniczonym zakresem podstawowych produktów. Na szczęście u nas w Polsce raczej nie można narzekać.

Wycieczki jednodniowe

Tutaj sprawa jest bardzo prosta, wręcz banalna. Wystarczy zaplanować trasę tak, aby w porze posiłku przejeżdżać w okolicy restauracji/baru/pizzerii, gdzie będzie można się zatrzymać i skorzystać z oferty zakładu, bądź przygotować w domu suchy prowiant, który zjemy potem na postojach. Taka forma nie wymaga od nas żadnego sprzętu kuchennego, czy to palnika, czy talerzy/misek i sztućców do zjedzenia naszych wiktuałów. Gdyby jednak w okolicy miało zabraknąć miejsca, gdzie można kupić coś do jedzenia a chcemy po drodze zjeść ciepły obiad, możemy przygotować w domu nasz ulubiony posiłek, który będzie pożywny i smakował wszystkim uczestnikom wycieczki. Taki prowiant najlepiej przewieźć w termosie jedzeniowym (Dzieciaki w Plecaki bardzo polecają takie rozwiązanie o czym możecie przeczytać w art. Termosy obiadowe - wsparcie dla aktywnych rodzin) (takim z szerokim wlewem), bądź w hermetycznie zamykanych pudełkach do żywności zawiniętych w gazetę/zapasowe ubrania (oczywiście ta druga wersja już nie da gwarancji, że w długi chłodny dzień nasz gorący posiłek dotrwa w satysfakcjonującej nas temperaturze).

Listopadowa wycieczka rowerowa za miasto - ciepły rosołek z termosu obiadowego był idealnym rozwiązaniem.

Doświadczenia ekipy Dzieciaki w Plecaki

Ponieważ najczęściej odbywamy 1 dniowe wycieczki rowerowe podczas dłuższych wyjazdów, staramy się szukać kwater z aneksem kuchennym, gdzie możemy sami coś przygotować. Jest to dla nas ważne, gdyż wciąż w Polsce (tutaj jeździmy rowerami) jest wiele pięknych miejsc, szlaków (tych wytyczonych np. przez PTTK i przez nas - w głowie), gdzie nie możemy liczyć na zakup gotowego dania. Z reguły staramy się zabierać wcześniej przygotowane jedzenie, np. kotlety, zupę (rosół, pomidorową - to co dzieci lubią), jaglankę z owocami. Pakujemy w termosy obiadowe żeby móc szybko zaspokoić pierwszy głód ciepłą (!) zupą (z reguły wycieczkę przeciągamy do granic wytrzymałości żołądków naszych dzieci). Powodów jest kilka:

- taki sposób jest zdecydowanie tańszy niż restauracje itp.;

- większa swoboda jaką mamy podczas pikniku - rodziców i dzieci. Nie musimy się przejmować bieganiem dzieci, krzykami, grymasami podczas jedzenia czy zniecierpliwieniem, tym, że komuś możemy przeszkadzać;

- 3/4 naszej ekipy jest alergikami, co znacznie utrudnia wybór odpowiedniego dla nich dania w nieznanych miejscach.

Wycieczki kilku i wielodniowe

Wybierając się na taki wyjazd, zdecydowanie polecam zaopatrzenie się w zestaw kuchenny zawierający palnik turystyczny, menażkę i zestaw talerzyków/miseczek wraz ze sztućcami.
Zestaw taki można skompletować w dowolnym sklepie turystycznym, natomiast jeśli chodzi o miseczki do jedzenia, my od pewnego czasu używamy plastikowych pojemników na żywność o pojemności 0,5 l z hermetyczną pokrywką i bardzo sobie ten patent chwalimy. W przypadku gdy dzieci nie zjedzą całego posiłku, po prostu zamykamy pudełko i pozostałą część posiłku możemy zabrać ze sobą na kolejny postój. Pojemniki te z reguły umożliwiają włożenie jednego w drugi, co daje oszczędność przestrzeni w bagażu.

Nasz dzienny rytm składa się z 4-5 posiłków dziennie, z czego najbardziej energetyczne to śniadanie i obiadokolacja. Czasami gotujemy jeszcze trzeci, ciepły posiłek w ciągu dnia. Dwa pozostałe posiłki to tzw. przekąski w drodze.

Śniadanie

Niektórzy nazywają śniadanie najważniejszym posiłkiem dnia. Faktycznie, coś w tym jest. Porządne śniadanie daje gwarancję sytości na długi czas bez konieczności zatrzymywania się na przekąski zaraz po ruszeniu w trasę. My na śniadania dość dawno już odeszliśmy od kanapek na rzecz owsianek. Płatki owsiane są praktycznie wszędzie dostępne, są suche i dość kompaktowe. Jako dodatków używamy dostępnych lokalnie owoców, bakalii i orzechów/pestek. Pokrojone na kawałki owoce i bakalie wrzucamy do wody aby je trochę rozgotować. Gdy owoce rozgotują się do prawie pożądanej konsystencji, dorzucamy płatki w proporcji 1:2 do wody. W związku z tym, że menażki są z reguły cienkościenne i mają tendencję do przypalania potraw, nie mieszamy płatków z owocami, lecz dopiero przed końcem gotowania. Wtedy płatki nie przywierają do dna menażki i ten zabieg znacząco zmniejsza ryzyko przypalenia owsianki.

Gotowanie i jedzenie w terenie to jedna z wyjazdowych atrakcji dla dzieci.

Inne przykładowe śniadanie to mleko z muesli, ewentualnie z płatkami kukurydzianymi. Mleka pasteryzowanego nie trzeba przegotowywać, wystarczy je tylko podgrzać, co pozwala oszczędzić nieco paliwa a i ryzyko pojawienia się kożucha mniejsze, co jest nie do przecenienia u dzieci. I nie tylko. :)

Oczywiście od czasu do czasu na śniadanie przygotowujemy również i kanapki. Żółty ser, salami, serek topiony, jajka gotowane na twardo, to główne dodatki do chleba. No i oczywiście świeże warzywa.

Doświadczenia ekipy Dzieciaki w Plecaki

Jaglanki/kuskusanki - robi się je stosunkowo szybko i dla każdego. Spożywamy je wspólnie. Kasze i owoce (świeże i suszone) łatwo przewozić w sakwach, nie zajmują dużo miejsca i wszyscy je polubliśmy. Można je wykorzystać na śniadanie i obiadokolację (kuskus).

Kuskus ma zaletę, o której pisał Tomek - zalewamy wrzątkiem i po 5 minutach jest gotowy. Do kaszy (jaglanej/kuskus) dodajemy świeże oraz suszone owoce i miód - gryczany, bo dzięki temu kasza jest chętnie jedzona przez dzieci i wiemy, że ten nie powoduje reakcji alergicznej u żadnego z nas.

Na wyjeździe tatusiowym na śniadanie królowała także nieśmiertelna jajecznica - czasami nasze dzieci nie mają ochoty na nic innego ale i my (rodzice) jesteśmy do niej przywiązani.

Obiadokolacja

Czyli sto wariacji na temat makaronu. Tak, kiedyś tak głównie jedliśmy. Makaron (jak najcieńszy – z jak najkrótszym czasem gotowania) z sosem pomidorowym, fasolą i kukurydzą z puszki. Tylko jak długo można wytrzymać na takiej diecie? Od pewnego czasu postanowiliśmy urozmaicić tę dietę – wtedy odkryliśmy kuskus, który wystarczy zalać wrzątkiem i który po 5 minutach jest gotowy do zjedzenia. Kuskus z curry i warzywami ostatnio króluje nader często na naszych talerzach (przepraszam, w pudełeczkach ;) ). Warzywa – cukinia, cebula, papryka zblanszowane na oliwie z oliwek, z dodatkiem curry i odrobiny soli wymieszane z kuskusem – po całym dniu pedałowania takie danie smakuje naprawdę wybornie! Oliwę z oliwek zabieramy z domu – przelaną w półlitrową plastikową butelkę PET po wodzie mineralnej.

Innym daniem, które nasze dzieci uwielbiają, jest gotowany ryż z jabłkami, śmietaną i cynamonem. Po obraniu jabłek kroimy je w cieniutkie kawałki i gotujemy z małą ilością wody i odrobiną cukru, tak by puściły sok i zmiękły. Ugotowany ryż możemy poprzekładać warstwowo jogurtem lub śmietaną, jabłkami i przesypać cynamonem, bądź nie bawić się w ceregiele i po prostu zmieszać wszystkie składniki ze sobą. Wygląd może będzie mniej atrakcyjny, jednak w smaku obie wersje będą równie smaczne. :)

Mając w planach daniez wypełniaczem w postaci ryżu, soczewicy czy też kaszy, można sobie pomóc i skrócić czas gotowania wrzucając rankiem produkt do butelki z wodą aby już zaczął pęcznieć.

Gdy robimy zakupy po południu, to wtedy często kupujemy produkty szybciej psujące się, np. mięso mielone, które używamy do przyrządzenia spaghetti na najbliższym biwaku.

Doświadczenia Dzieciaki w Plecaki

Podczas jednego z wyjazdów nasz kolega Krzysiek (naszym zdaniem kulinarny geniusz) przygotował bardzo smaczne i pożywne danie na bazie kilku ziemniaków, soczewicy (uwaga, czarna soczewica wymaga długiego gotowania), podstawowych warzyw i standardowych przypraw.

Sądzę, że właśnie takie dania, z wykorzystaniem składników, których nie trzeba przechowywać w lodówce a jednocześnie zapewniają energię są właściwym rozwiązaniem. Właśnie kwestia obiadów na trasie, na której nie było jakichkolwiek restauracji/pizzerii była piętą achillesową tatusiowego wyjazdu w podlaskim (wiadomo, nie było mam, które zawsze pilnowały aby dzieci miały ciepłe i zdrowe danie do spożycia). Dlatego poprosiłem o pomoc w tej kwestii i przygotowaniu tego artykułu Tomka, który na wyprawach rowerowych zjadł zęby.

Przekąski

Zamiast słodkości ze sklepu (ciastka, batony itp.) w drogę wolimy zabrać banany, suszone owoce, orzechy, a także różnego rodzaju kabanosy lub suszone mięso (uwaga od Dzieciaki w Plecaki - nasz kolega Krzysiek często zabiera suszoną wołowinę). Fajną opcją jest samodzielne przygotowanie batonów energetycznych na bazie płatków owsianych, miodu, masła i dodatków w postaci siekanych orzechów i owoców. Takie batony są bardzo energetyczne, a jednocześnie nie zajmują dużo miejsca i można je długo przechowywać. No i wiadomo z czego są zrobione, w przeciwieństwie do tych sklepowych. 

Wspólne spożywanie musików owocowych w nagrodę za dzielną jazdę.

Doświadczenia Dzieciaki w Plecaki

Do powyższego możemy dopisać jeszcze:

- gorzką czekoladę (jedyna jaką nasze dzieciaki mogą jeść bez większych konsekwencji);

- musiki owocowe - dzieciakom należy się nagroda za trudy wycieczki;

- kabanosy w ograniczonej ilości - dostarczają energii i pozwalają ugasić głód.

Gotowce

W sklepach można znaleźć coraz więcej gotowych dań, które praktycznie trzeba tylko wrzucić do garnka i podgrzać. Zdarza nam się korzystać z takich wynalazków, jednak przede wszystkim tylko w zakresie sosów jako dodatków smakowych. Wolimy jednak pichcić we własnym zakresie. Jeżdżąc z dziećmi i tak nasze dystanse, które pokonujemy, nie wymagają od nas spędzania wielu godzin na siodełkach (średnio dziennie jedziemy przez 2,5-3,5 godziny), więc na odpoczynkach, podczas gdy nasze dzieciaki się bawią w najlepsze, możemy spokojnie oddać się naszym kulinarnym wybrykom.

Jeszcze warto wspomnieć o jednym turystycznym wynalazku, który powolutku przenika do turystyki masowej, a mianowicie daniach liofilizowanych. Przygotowanie takiego posiłku polega na zalaniu torebki z suszem wodą i po kilku minutach mamy gotowy pełnowartościowy posiłek. Niewątpliwą zaletą takiego jedzenia jest jego niska waga, gdyż pozbawione ono jest wody, którą możemy zdobyć praktycznie wszędzie. Jednak cena takich dań jest dla nas wciąż zbyt wysoka w porównaniu do kosztów tradycyjnie przyrządzonego jedzenia, a nawet do jedzenia zamówionego w lokalnej restauracji czy barze. Aczkolwiek zastanawiamy się czasem nad zaopatrzeniem w taki awaryjny zestaw dla całej rodziny, aby w sytuacji kryzysowej mieć możliwość szybkiego przygotowania posiłku.

Doświadczenia ekipy Dzieciaki w Plecaki

Na razie nie przkonaliśmy się do liofów. Próbowaliśmy je jeść podczas pobytu w górach ale te, które próbowaliśmy jeść zupełnie nas zniechęciły. Awaryjnie zabieramy jeden z nich, który pozostał, ale jeździ tak z nami już 2 lata. Podobno b. smaczne są liofy polskiej firmy LyoFood, ale nie próbowaliśmy ich - ciężko nam się przełamać do wydania sporej kwoty na coś na czym się już sparzyliśmy...

Woda

Temat wydawałoby się banalny, jednak na wyjeździe rowerowym jest to często ciążący problem. Po pierwsze, jak i gdzie przewozić wodę. My generalnie zrobiliśmy w ten sposób, że zrezygnowaliśmy z tradycyjnych bidonów kolarskich i w nieco rozepchane najprostsze koszyki na ramie wkładamy półtoralitrowe butelki PET z wodą mineralną i traktujemy je jako bidony. Mając w rowerze miejsce na dwa koszyki mamy już zapas 3 litrów wody. W przypadku, gdy to za mało (a wbrew pozorom nasze zapotrzebowanie często przekracza tę ilość) wrzucam jeszcze jedną lub dwie butelki 2 litrowe do przyczepki w nogi dziecka lub to torby przyczepkowej. Jako, że zawsze w przyczepce wozimy kocyk polarowy, to zawijamy te butelki w kocyk i wtedy nie nagrzewają się tak szybko, gdy jest gorąco. I zimna woda do termosu w gorące dni lub ciepła herbatka w ziąb. Gdy jedziemy w góry lub odludzia, to często na naszą 4 osobową rodzinę wieziemy zapas ok. 12 litrów wody, aby nie zostać z niczym zanim dotrzemy do kolejnego sklepu, źródła lub ujęcia wody pitnej. Oczywiście jeżdżąc po Polsce nie ma konieczności robienia tak dużych zapasów, gdyż na otwarty sklep, często do późnych godzin wieczornych, można natknąć się w większości odwiedzanych miejscowości. Ostatecznie o wodę można poprosić mieszkańców z napotkanych po drodze domostw.

Nasza kuchnia czyli o palnikach turystycznych słów kilka

Przymierzając się do zakupu palnika pierwszym dylematem jest wybór rodzaju paliwa. Najczęstszym wyborem jest palnik gazowy, który jest zasilany gazem z kartusza. To jest rozwiązanie najwygodniejsze i najmniej obsługowe. Po prostu nakręcamy lub nabijamy palnik na kartusz, odkręcamy pokrętło, zapalamy i gotowe. Jedyną kwestią, o której musimy pomyśleć, jest odpowiednia ilość gazu, taka, aby starczyła do końca wyjazdu lub do najbliższego miejsca, w którym można kupić nowy kartusz. Z reguły taki kartusz (wielkość 440-500 g) starcza na ok. 7-12 dni (zależnie od długości gotowania), więc nie ma tragedii.

Nieduży turystyczny palnik gazowy - świetnie sprawdza się podczas rodzinnych wycieczek rowerowych.

Natomiast, jeśli jedziemy, lub tym bardziej lecimy do miejsc, w których zakup gazu do naszego palnika jest niemożliwy lub graniczy z cudem, wtedy zasadnym jest zakupienie palnika na benzynę. Taki palnik jest co prawda dużo droższy i cięższy oraz trochę trudniejszy w obsłudze i utrzymaniu od gazowego, natomiast ma jedną niezaprzeczalną zaletę. Paliwo, czyli benzynę bezołowiową, można dostać na każdej stacji benzynowej. I tym samym używać go do gotowania praktycznie bez umiaru. ;) Będąc w Gruzji, na jednym palniku benzynowym przygotowywaliśmy posiłki przez trzy tygodnie dla trzech trzyosobowych rodzin!

Palnik benzynowy Optimus - świetny wybór na wyjazdy poza Europę.

Palniki benzynowe podzieliłbym na:
1.    drogie – o jednym, dużym natężeniu płomienia - te nadają się przede wszystkim do gotowania wody na makaron czy herbatę, dania wymagające delikatniejszej obróbki mogą paść łupem zbyt mocnych płomieni,
2.    droższe – o regulowanym natężeniu płomienia - te już nadają się do gotowania potraw wszelakich,
3.    oraz najdroższe – o regulowanym natężeniu płomienia i możliwości używania zarówno benzyny jak i kartuszy z gazem - w ten rodzaj można zainwestować w przypadku, gdy zamierzamy gotować pod tropikiem lub o zgrozo! w namiocie lub tez w pomieszczeniach zamkniętych. Ja jednak uważam, że do sporadycznego gotowania w takich warunkach lepiej kupić mały palnik gazowy i palnik benzynowy z dwóch powyższych grup, gdyż wagi bagażu to drastycznie nie zwiększy, a i finansowo wyjdzie podobnie.

Użytkowany przez Tomka palnik Optimus Nowa.

Jeśli nie zamierzacie wybierać się poza kraje europejskie, gdzie nie ma generalnie problemu z dostaniem kartuszy z gazem, lub też nie będziecie używać palnika przez więcej niż 2 miesiące w roku, uważam, że rozsądniejszym wyjściem jest zakup palnika gazowego.

W czym to wszystko wozić?

Mając już przygotowane jedzenie na wyjazd pada pytanie: w co to wszystko spakować?
Z nami już od dawna jeździ kilka pudełek plastikowych na żywność. Od największego, które jest niewiele mniejsze od światła sakwy i w nim przewozimy różne akcesoria, przyprawy, sztućce, delikatne produkty (pomidory itp.). A resztę produktów pakujemy w mocne woreczki lub reklamówki. Fajnym patentem, który od jakiegoś czasu stosujemy, jest włożenie produktów wymagających niskiej temperatury do torby termicznej, którą następnie w miarę możliwości okrywamy kocem, ubraniami itp.  Temperaturę w takiej torbie można od czasu do czasu wspomóc wkładając tam puszkę schłodzonego napoju prosto ze sklepowej lodówki. Dzięki temu dłużej możemy się cieszyć smakiem szynek, kiełbas, jogurtów lub nie roztopionego masła… ;)

Podsumowanie

Generalnie dobierając wyjazdowe menu najlepiej dobrze jest się przyjrzeć preferencjom smakowym naszym i naszych dzieci i przed wyjazdem spróbować w domu dostosować przygotowanie ulubionych potraw do warunków, w jakich będziemy gotować w terenie, czyli jednego palnika, jednego lub dwóch garnków i ograniczonych warunków do zmywania.

Smacznego! :)

Tomek Gurdziołek - www.podrozekunaturze.pl

Komentarze

Zalogowani użytkownicy nie muszą wpisywać kodu bezpieczeństwa. Zarejestruj się teraz lub zaloguj się jeśli masz już konto.