dzisiaj jest sobota, 25 listopada 2017

Kliknij województwo, aby zobaczyć atrakcje.

Mapa atrakcji dolnośląskie kujawsko-pomorskie lubelskie lubuskie łódzkie małopolskie mazowieckie opolskie podkarpackie podlaskie pomorskie śląskie świętokrzyskie warmińsko-mazurskie wielkopolskie zachodniopomorskie

Kliknij województwo, aby zobaczyć wycieczki.

Mapa wycieczek dolnośląskie kujawsko-pomorskie lubelskie lubuskie łódzkie małopolskie mazowieckie opolskie podkarpackie podlaskie pomorskie śląskie świętokrzyskie warmińsko-mazurskie wielkopolskie zachodniopomorskie

Kliknij województwo, aby zobaczyć noclegi.

Mapa noclegów dolnośląskie kujawsko-pomorskie lubelskie lubuskie łódzkie małopolskie mazowieckie opolskie podkarpackie podlaskie pomorskie śląskie świętokrzyskie warmińsko-mazurskie wielkopolskie zachodniopomorskie
Booking.com

Pomysł na wyprawę rowerową z dziećmi - podlaskie

2017-11-08 14:40

Dzień pierwszy Warszawa - Białystok - Osowiec - Dobarz - Dolistowo Nowe

Do Białegostoku dojechaliśmy z Amelką pociągiem IC relacji Warszawa-Białystok, komfortowe warunki, niezła cena i możliwość przewożenia rowerów. Jedyny minus to fakt, że musieliśmy ruszyć o 6:25 (to oznaczało pobudję Amelki o 5:10) z Warszawy Centralnej, gdyż na późniejsze pociągi nie było już biletów na przewóz rowerów. Początkowo Amelka bała się czy zdążymy wsiąść, ale gdy już usiadła, a ja zamontowałem rowery, rozlokowałem sakwy było ok. Oczywiście po drodze liczyliśmy bociany, które zaczęła liczyć w kwietniu i  bardzo konsekwentnie robi to cały czas (gdy ruszliśmy miała ich ponad 250). Jako przedszkolakowi przysługuje jej zniżka, ale powinniśmy wykazać się np. zaświadczeniem o uczęszczaniu do przedszkola - my takie mieliśmy :) Sądze, że bez tego większość personelu i tak dopuszcza taką zniżkę.

W Białymstoku szybki zakup biletów w kasie i pakowanie do pociągu TLK, który niestety nie miał wagonów przystosowanych do przewożenia rowerów. Na szczęście krótką podróż do Osowca, spędziliśmy w pierwszym wagonie za lokomotywą - cóż za atrakcja! Bardzo pomocna Pani konduktor poprosiła maszynistę o dłuższy postój na stacji i pomogła wyjąć rowery, a Amelka na tyle wczuła się w rolę, że była w stanie sama podawać sakwy :)

Dlaczego Osowiec? Bo właśnie tam zaczyna się świetny (w znacznej części wydzielonymi drogami rowerowymi) odcinek szlaku rowerowego Green Velo, bo był to dobry punkt spotkania się z Kubą i jego dziećmi - Jurkiem i Janką.

Odpoczynek przy Miejscu Obsługi Rowerzystów (MOR) na Szlaku Green Velo.

Odpoczynek przy Miejscu Obsługi Rowerzystów (MOR) na Szlaku Green Velo.

W Osowcu spędziliśmy dłuższą chwilę na oglądaniu peronu, budynku dworca, urządzeń do sterowania ruchem/zwrotnic, rozmowie z innymi sakwiarzami, którzy zainteresowali się naszym holem Follow Me, a my wypytaliśmy o drogę Dolistowo Nowe - Jasionowo, która wg kolegi podróżującego kilka dni wcześniej z Suwałk do Białegostoku, miała być zalana przez Biebrzę i nieprzejezdna. Następnie odbyliśmy krótką wizytę w siedzibie Biebrzańskiego Parku Narodowego. Niestety ekspozycja była w remoncie, pozostał nam zakup pamiątek dla pozostałej części rodzinki. Na kładki edukacyjne nie poszliśmy bo kawał drogi przed nami, a odwiedzaliśmy je podczas poprzednich pobytów. Po szybkiej konsultacji z Kubą wsiedliśmy na rower i ruszyliśmy w przeciwnym niż wcześniej zaplanowany kierunek - jedziemy w kierunku miejscowości Dobarz, na spotkanie z Jurkiem! Na pierwszym z MOR zaczęło zapowiadać się na deszcz, ale niezrażeni tym, po szybkim śniadaniu ruszyliśmy. Po kilku kilometrach wyciągnęliśmy kurtki przeciwdeszczowe, które uchroniły nas przed całkowitym zamoknięciem w trakcie burzy, która nadeszła... Jechaliśmy w deszczu ok. 13 km, połączeni holem. Mimo burzy Amelka ostro pedałowała. Było to dla mnie zaskoczeniem, gdyż dotychczas gdy padał deszcz, od razu wsiadała do przyczepki i był mały lament. A dzisiaj gnała jak szalona i nawet nie przeszkadzało, że od pasa w dół jest kompletnie mokra. Jakakolwiek górka motywowała do szybszej jazdy - na końcu trasy czekał Jurek :) Okazało się też, że po zmianie kasku kaptur kurtki zsuwa się z niego i lepszym pomysłem jest chowanie kaptura pod kask.

Z Jurkiem, i oczywiście Kubą i Janką spotkaliśmy się w Dworze Dobarz, w którym było już kilkunastu rowerzystów. Zjedliśmy ciepłą zupę, przebraliśmy Amelkę w ciepłe ciuchy (gdy zeszła adrenalina i zatrzymaliśmy się w miejscu zaczęło jej robić się zimno), chwilę odpoczęliśmy i ruszyliśmy z powrotem w kierunku Osowca. Dzieciaki na rowerach - 3 letnia Janka, 5 letni Jurek i 6 letnia Amelka - Carską Drogą - szlakiem Green Velo/Podlaskim Szlakiem Bocianim. Na szczęście na Carskiej Drodze ruch z reguły jest nieduży, a mijający nas kierowcy bardzo ostrożnie nas wyprzedzali. Dzieciaki urządzały sobie wyścigi, Amelka doskonaliła umiejętność dobierania przełożeń w pagórkowatym terenie (oj jest kilka górek na tej trasie), a na postojach (po każdej samodzielnie przejechanej 10tce) miały nagrodę w postaci czegoś słodkiego.

Carską Drogą na Szlaku Green Velo

Carską Drogą na Szlaku Green Velo

Jeśli ktoś kiedyś będzie potrzebował noclegu to w Gugnach są podobno b. fajne agroturystki a w Budach u Króla Biebrzy jest b. klimatyczny kemping :) W lesie, z dala od drogi, ciszy tam nie uświadczycie - rano tak głośno śpiewają ptaki, że potrafią obudzić - przynajmniej mnie obudziły podczas jednego z pobytów.

W Osowcu zaczyna się piękna, wydzielona droga dla rowerów (DDR), która powstała w ramach budowy szlaku Green Velo. Jest to moment, gdy można bezpiecznie puścić dzieciaki i oddać się rozmowom, podziwianiu przyrody. My po trasie spotkaliśmy b. sympatyczne starsze małżeństwo z Gdańska z którym b. miło się rozmawiało - o Parku, o dzieciach, o Gdańsku, o turystyce... Niestety DDR kończy się na wjeździe do Goniądza. Tutaj, na platformie widokowej wyciągamy lornetkę (bardzo polecamy jeśli jeździcie w ptasie rejony) i oglądamy rozlewiska Biebrzy, liczymy kolejne bociany... Następnie zajeżdżamy po lody (nagroda za dzielną jazdę) i zjeżdżamy do ... na obiad.

Ruszamy dalej w kierunku Dolistowa Nowego, w którym mamy pierwszy nocleg - mamy zatrzymać się w Domu gościnnym u Pani Ewy, którą poznaliśmy podczas rowerowej wyrypy po podlaskim. Jedziemy przez Goniądz, zjeżdżamy na kamienistą, następnie szutrową drogę, następnie znowu asfalt przez wioskę i znowu wspaniała DDR. Po kilku km znowu zwykła droga ... i zaczynają zbierać się chmury burzowe i pojawiać się błyski. Nie mamy ochoty zmoknąć po raz drugi i jechać wśród grzmotów, dlatego podłączam Amelkę na hol i podkręcamy tempo. Kuba z Jurkiem i Janką zostają trochę w tyle, a mi wysiada lampka - niestety to już jej koniec. Na głowę czołówka i jedziemy. Ok. 21:00 dotarliśmy do Pani Ewy, po kilku minutach Kuba z dzieciakami, a po kolejnych kilku minutach zaczyna się burza. Udało się - drugi raz tego dnia nie zmokniemy. Szybka kolacja, kąpiel i spać.

Podsumowanie dnia pierwszego

Zrobiliśmy ok. 52 km. Ten dzień był dla nas sprawdzianem charakteru, umiejętności przewożenia rowerów w pociągach i szybkiego ich pakowania, kurtek (Amelki Dare 2b Reconanse Jacket i mój Gore Tex) i bądź co bądź kondycji - tak obładowani jeszcze nie jechaliśmy (faktem jest, że tyle kilogramów już ciągnąłem nie raz, ale co innego jak ma się sakwy z przodu). Sakw nie musieliśmy sprawdzać, wiedzieliśmy, że naszym Crosso Dry deszcz niestraszny :) Po Carskiej Drodze jechało się b. przyjemnie, nawet z dzieciakami, które pędziły samodzielnie. Odcinki wydzielonych dróg dla rowerów to inna jakość rodzinnej turystyki rowerowej - bezpieczeństwo, spokój, brak zmartwień o nadjeżdżający samochód - coś wspaniałego! Oby więcej takich tras, a zaangażowani w budowę i utrzymanie szlaku Green Velo powinni zdecydowanie zmienić podejście - na stronie, na mapach powinny być opisane informacje o jakości nawierzchni i o tym, jak poprowadzony jest odcinek - wydzielonym DDR, drogą leśną, drogą z dopuszczonym ruchem samochodów itp. Wzorem niech będą czeskie mapy oraz austriackie strony szlaków - po zgłoszeniu chęci, dostajemy komplet materiałów o szlakach - jako zachętę do odwiedzenia! Mimo wszystko, ten fragment Green Velo na plus!

Na wjeździe do Goniądza - wspaniały odcinek Szlaku Green Velo

Na wjeździe do Goniądza - wspaniały odcinek Szlaku Green Velo - niestety to rzadkość :(

Dzień drugi - Dolistowo Nowe - Augustów

Z rana Kuba zabrał dzieciaki na kąpiel w Biebrzy, a ja musiałem popracować, jak podczas całego wyjazdu... Taki to już urlop. Po trasie mijamy MOR w Dolistowie Starym, uzupełniamy zapasy wody w sklepie (oj będzie grzało!), mijamy agroturystki, których na szczęście jest sporo. Na moście przez Biebrzę w Dolistowie Starym pierwsza awaria - Jurkowi spadł łańcuch z roweru, to jednocześnie okazja by dzieciaki popatrzyły na rzekę i ryby w niej pływające. Za chwilę zacznie się największa atrakcja czyli zalana droga wzdłuż Biebrzy, po której dzieciaki będą brodzić zachwycone i pytać "czy jak będziemy wracać to też tędy?" Minusem tego jest spowolnienie, które i tak już mieliśmy z powodu mojej pracy i konieczności szukania noclegu w Augustowie. Po trasie podglądamy (oczywiście przez lornetkę) stada żurawi, bociany (oczywiście liczymy), gdzieniegdzie spotkane czaple. W Jasionowie przy MOR spotykamy sympatycznych Holendrów, którzy Green Velo jadą z Elbląga do Chełma. Rozmawiamy o naszej ekipie, kierunku, wypytuję o wrażenia ze szlaku - pomimo piachów gdzieś na północy, wypowiadali się b. pozytywnie - podoba im się, ale wspominają Niemcy, w których szlaki wzdłuż rzek były gładkie jak stół i tylko dla rowerów. Do tej pory jechaliśmy szutrówką, teraz wjeżdżamy na zwykłą drogę asfaltową, a słońce grzeje niemiłosiernie. Musimy b. pilnować dzieciaki aby uzupełniały płyny. W Dębowie, gdzie łączy się Netta z Biebrzą mijamy śluzę Dębowo - jedną ze śluz Kanału Augustowskiego. Niestety nie było żadnych kajakarzy żebyśmy mogli pokazać dzieciakom zasadę działania. Po trasie mijamy dziesiątki bocianów!

Największa atrakcja tego dnia - brodzenie po zalanej drodze Dolistowo - Jasionowo

Największa atrakcja tego dnia - brodzenie po zalanej drodze Dolistowo - Jasionowo

Gdzieś w okolicach zjazdu na Jaziewo Kuba przesadza Jurka do przyczepki - szkoda męczyć go jazdą w tak wysokiej temperaturze. Potrzebny małe przepakowanie - biorę od Kuby wszystkie zapasy wody, a on pakuje drugi już rowerek dziecięcy, tym razem na wór - pierwszy (Janki), przyczepiony już do przyczepki. Jest zbyt gorąco by Jurek jechał sam w taką pogodę. Amelka jedzie cały czas na holu, z uwagi na niesamowity skwar czasami przestaje pedałować. Tutaj już zaczyna się większy ruch samochodów, kierowcy z rejestracjami zaczynającymi się na BAU także nie zawsze zważają na naszą kolumnę... Zaczyna się przyjemniejszy, bo przez dający cień i chłód odcinek. Jakieś 5-6 km przed Białobrzegami Jurek i Janka wsiadają na swoje rowery, a Amelce zaczyna doskwierać głód, nie ma ochoty na owoce czy zwykłą bułkę. Potrzebuje czegoś porządnego. W miejscowości Obuchowizna odwiedzamy sklep i MOR zlokalizowany przy bibliotece, w której można skorzystać z toalety.

Odcinek od Białobrzegów wzdłuż Kanału Augustowskiego znałem z czerwcowej wizyty na Pojezierzu Augustowskim. Jakże inaczej odbierałem tę trasę teraz. Zmęczeni trudnymi i ciężkimi fizycznie i psychicznie tygodniami w sklepie nie potrafiliśmy cieszyć się urokami tej trasy. Odcinki na które wtedy narzekałem, teraz wydawały mi się bardzo ciekawe i malownicze. Po wjeździe do Augustowa, zatrzymaliśmy się na obiad nad rzeką Nettą, a zmęczone podróżą dzieciaki ... poszły szaleć na plac zabaw.

Rowery rowerami ale plac zabaw jest zawsze super

Rowery rowerami ale plac zabaw jest zawsze super!

Do Ośrodka Kolonijnego Jędrek, w którym mieliśmy fartem zarezerwowany nocleg (pomógł booking.com), zajechaliśmy ok. 19, rozpakowaliśmy rowery, a dzieciaki znowu podbiegły szaleć na placu zabaw. Udało się jeszcze zejść nad Jezioro Necko. Domki - bardzo zadbane, chyba 3 czy 4 letnie. W środku 4 łóżka, szafy, łazienka z prysznicem, lodówka i stół. Teren zadrzewiony, dający dużo cienia. Nad jezioro ... 20 m, obok nieduży bar. Bardzo polecamy to miejsce!

Na terenie ośrodka Jędrek, w którym się zatrzymaliśmy było dużo drzew i plac zabaw :) Fot. Kuba Ruta - www.nastopach.pl

Podsumowanie dnia drugiego

Pokonaliśmy ok. 44 km w ogromnym skwarze, Amelka w znakomitej większości na holu (nie miałem problemów, żeby nie jechała samodzielnie - wyjazd ma być dla niej przyjemnością a nie zmuszaniem do samodzielnej jazdy), Jurek niedużą część trasy w przyczepce, Janka część trasy na własnym rowerku.

Dzień trzeci - kajaki rzeką Rospudą

Urozmaicenie na wyprawie z dziećmi może nie jest niezbędne ale wskazane. Nie tylko dla dzieci, także dla rodziców, szczególnie, że lubię kajaki, a Kuba, który nam towarzyszył ze swoimi maluchami baardzo dużo pływał kajakami po różnych rzekach. Szczególnie, że była szansa na spływ kajakiem w niezwykle pięknym i malowniczym miejscu. Pamiętacie protesty przeciw obwodnicy Augustowa przecinającej najcenniejsze fragmenty Doliny Rospudy? 

Kajaki z dziećmi na rzece Rospuda

Kajaki z dziećmi na rzece Rospuda

Kajaki wynajęliśmy w firmie Szot, dołączono nas do większej grupy, ale każdy z nas spływał osobno - poza grupami, takimi jak my. Nie było problemu z transportem na miejsce, po krótkiej odprawie, przymierzeniu kapoków dla dzieci, wyruszyliśmy z bazy firmy. Wybraliśmy trasę Małe Raczki – Święte Miejsce o długości 15 km. Rospuda to rzeka z charakterem. Na wielu odcinkach bardzo spokojna, nigdy jednak monotonna. Często trzeba jednak uważać na ostre zakręty, zwalone drzewa, pod którymi trzeba przepłynąć, a innym razem leżącymi pod wodą tak, że trzeba nabrać niezłej prędkości by przez nie przepłynąć bez zatrzymania się na nich. Rospuda to piękna rzeka, charakterem przypomniała mi Łośną na Ponidziu, którą płynęliśmy kilka lat temu. Dzieciaki były zachwycone tym spływem!

Na końcu trasy uroczysko Święte Miejsce - miejsce kultu religijnego. A po trasie bar z gastronomią i ... placem zabaw! Płaciliśmy 52 zł/osobę dorosłą, 45 zł/dziecko do lat 12.

Do bazy Szot dojechaliśmy oczywiście rowerami! A po wszystkim wybraliśmy się na park linowy Lemur zlokalizowany niedaleko molo w Augustowie. Znaliśmy to miejsce z poprzedniego pobytu. Dzieciakom należała się nagroda i urozmaicenie pobytu. W końcu są wakacje! Tego dnia znowu zaliczyliśmy kilkanaście km na rowerach.

Wieczorem podjęliśmy decyzję, że nad jezioro Wigry pojedziemy bez noclegu. Planowaliśmy nocować w ośrodku M. St. Warszawy Zatoka Uklei ale nie było miejsc a dzieciaki stwierdziły, że z Jędrka nie chcą nigdzie się ruszać! Bardzo im się podobał plac zabaw, wykonany raczej w latach 80-90 tych, ale zadbany. Inny niż budowane teraz, taki jak ja pamiętam ze swojego dzieciństwa.

Dzień czwarty - wycieczka nad Jezioro Wigry - Wigierski Park Narodowy

Plan był prosty - jedziemy nad Wigry najprostszą trasą czyli przez Szczebrę, Nowinkę, Ateny do miejscowości Bryzgiel. I znów wracają wspomnienia, bo w dzieciństwie z rodzicami jeździliśmy pod namioty nad Jezioro Mulaczysko, do Krusznika. A do miejscowości Bryzgiel chodziliśmy na zakupy. Kierujemy się na most nad Nettą (ul. Mostową), na rondzie skręcamy w lewo w ul. Zarzecze a następnie w drugą w prawo i piękną ścieżką (wzdłuż cmentarza), następnie wzdłuż Jeziora Necko (zaczyna się Szlak Green Velo) w kierunku stacji PKP Augustów Port na drogę w kierunku Suwałk. Bardzo szybko wyciągamy mapę, modyfikujemy plan (zbyt duży ruch samochodów, mimo szerokiego pobocza nie czujemy się bezpiecznie z dzieciakami, które chcą jechać same i nie widzimy w tym żadnej przyjemności). Skręcamy w niezłą drogę szutrową w kierunku miejscowości Strękowizna, jedziemy cały czas drogami leśnymi, ale zdarzają się samochody, niektóre z nich jadą b. szybko, naszym zdaniem zbyt szybko, co doprowadza do małej dyskusji - po prostu bardzo łatwo spod kół może odskoczyć kamień w naszym kierunku.

Jakość nawierzchni jest niezła, ale Amelka nie ma motywacji by jechać samemu, cały czas jesteśmy połączeni holem. Niestety nie lubi szutrów i taka nawierzchnia ją zawsze demotywuje. Ja za to lubię takie trasy, pozwalają poczuć naturę, oderwać się od asfaltu i w miarę komfortowo jechać. Oczywiście trafia się tarka, ale dajemy radę :) Po lewej stronie mijamy z daleka jezioro Busznica i liczymy na to, że w miejscowości Danowskie znajdziemy jakiś sklep. Jak się okazało, oprócz sklepu jest tam też b. fajne miejsce, w którym można zjeść, a dzieciaki mogą wyszaleć się na placu zabaw! Droga prowadzi pomiędzy dwoma jeziorami - Blizno i Blizenko, których z trasy jednak nie widać. Za to sama miejscowość sprawia bardzo pozytywne wrażenia, musi to być fajna lokalizacja na aktywne wakacje :) Tutaj już jedziemy drogą asfaltową, na szczęście nie ma dużego ruchu a kierowcy raczej uważali na nas, dzieciaki jechały same, Amelka także. Mijamy "prawdziwych rowerzystów", których liczą dzieciaki. Przez miejscowość Monkinie wjeżdżamy na teren Wigierskiego Parku Narodowego. Zatrzymujemy się w celu naszej wyprawy - nad plażą w miejscowości Bryzgiel. Dzieciaki oczywiście obowiązkowo zaliczają kąpiel w raczej chłodnej wodzie, ale nie są tym zrażone. Amelka to prawdziwy wodniak, w przeciwieństwie do mnie :) Nie jesteśmy tu długo, Wigierski Park mamy więc zaliczony, ale nie odwiedzony. Będzie jeszcze okazja!

Obowiązkowa kąpiel w wodach Jeziora Wigry

Plan na powrót oczywiście inny niż planowaliśmy, nie chcemy wracać tą samą trasą. Spokojną, ale miejscami chyba zbyt monotonną dla dzieciaków. W dodatku Kuba chyba ma plan aby Jurek przejechał ponad 60 km dzisiejszego dnia. Ustalamy, że jedziemy na miejscowość Walne, przez Ateny (a jakże!), Podnowinkę, Gatne Drugie i przecinamy drogą na Gatne Drugie. Przecinamy Dolinę Rospudy w kierunku Topiłówki. Tutaj już Amelkę dopada kryzys, bardzo chce jechać szybko, nie zbaczając na Jurka. Co było robić? Mimo tłumaczeń, że jesteśmy grupą i warto czekać, bardzo chciała jechać, była śpiąca. Na szczęście w Topiłówce zatrzymaliśmy się na postój na posilenie, na którym ... dogonił nas Jurek :) Lekcja nie poszła w las. Dalej, jedziemy już tylko z Jurkiem! Niedaleko przed miejscowością Mazurki spotykamy na swojej trasie ... dziki. Mieliśmy pietra, szczególnie Amelka. Na szczęście dziki szybko znalazły drogę do lasu (jak się okazało szły naszą drogą gdyż po obu stronach była siatka i nie mogły się schować), a u nas skończyło się na strachu. Zrobiło się na tyle ciemno, że dzieciakom założyliśmy kamizelki odblaskowe, super sprawa - dzięki temu byliśmy naprawdę dobrze widoczni, szczególnie, że Kuba nie do końca przygotował oświetlenie w rowerze Jurka. My z Amelką za to wyglądaliśmy jak choinka, ale wolę to niż wersją "batman", szczególnie, że kilka km musieliśmy jechać drogą wojewódzką nr 664. Nasza wycieczka zakończyła się ok. 21:00, chwilę potem przyszła niezła zlewa - krótka, ale b. intensywna! Na pewno by nas zmoczyło.

Ekipa żeglarzy wyrusza kontynuować rejs po jeziorze Wigry. Fot. Kuba Ruta - www.nastopach.pl

Podsumowanie dnia czwartego

Zrobiliśmy ponad 64 km, Jurek całość na własnym rowerze, Amelka większość na holu. Trasa miejscami trudna, po piaszczystych drogach, które w dodatku są drogami dojazdowymi dla ciężkiego sprzętu leśnego, ale to było 3-4 km. W większości i tak mogliśmy jechać, mimo moich dość wąskich opon. W znakomitej większości jechaliśmy jednak niezłymi szutrami i lokalnymi drogami asfaltowymi. Nad Wigry musimy wrócić, jest w Parku kilka tras do zrobienia :)

Nauka na przyszłość - wyjeżdżać wcześniej i zawsze brać w trasę kamizelki odblaskowe, a rowery powinny mieć sprawne odblaski i światła.

Szczęśliwa córka i jeszcze szczęśliwszy tata w Atenach!

Szczęśliwa córka i jeszcze szczęśliwszy tata w Atenach!

Dzień piąty - nagrody za wytrwałość i powrót

Na ten dzień nie planowaliśmy nic specjalnego. Amelka bardzo chciała abym ją zabrał na zjeżdżalnię wodną, którą widzieliśmy poprzedniego nad Jeziorem Necko, a Kuba zabrał dzieciaki na wesołe miasteczko - nagroda za wytrwałość podczas wyprawy! Oczywiście dojechaliśmy tam rowerami, obładowani, z holem, wzbudzając niemałą sensację.

Powrót pociągiem to już osobna historia. Skład oczywiście nieprzystosowany do przewozu rowerów, tylko dzięki uprzejmości konduktora, który okazał się być rowerzystom, pozwolił na zapakowanie ok. 15 rowerów do środka, tak, tyle ich było na trasie Suwałki-Białystok. Dlaczego tak jest? Na Suwalszczyźnie, bardzo popularnym wśród rowerzystów rejonie... Czy zawsze musi być po Polsku? Na partyzanta - przepisy sobie a życie sobie?

W Białymstoku przesiadka w pociąg IC i załadowanie 5 rowerów na ... 2 miejsca rowerowe w naszym wagonie (mimo to sprzedano nam 5 biletów na rowery), przyczepki oraz bagaży trwało dobre pół godziny. Pociąg już ruszał, a my upychaliśmy bagaże i zabezpieczaliśmy rowery.

Podróż do Warszawy minęła szybko, obiad w Warsie dla dzieciaków, czytanie "Baśki"... A na Dworcu czekała na nas mama z ukochanym bratem. Miło było widzieć, jak Szymek ucieszył się na widok siostry i ją uściskał - ach ta miłość rodzeństwa :)

W co się spakowaliśmy?

Sebastian i Amelka:

2 sakwy Crosso Dry 60 litrów komplet (na tylny bagażnik), 2 sakwy Crooso Dry 30 litrów komplet (na przedni bagażnik), torba na kierownicę Ortlieb Ultimate 8,5l. W małych sakwach ubranie - w jednej Amelki, w drugiej moje. W dużych rzeczy kempingowe, palniki, naczynia, zapięcia, lornetka, buty zapasowe, poduszka, termos, kubki, woda, softshell, który wziąłem w ostatniej chwili na wszelki wypadek...

Kuba, Jurek i Janka:

Taki sam komplet sakw Crosso, wór Crosso + przyczepka Chariot Cougar 2.

Jakie rowery?

Mój to Giant Roam 3 na kołach 28" (prosty rower crossowy), z zamontowanym bagażnikiem z przodu i z tyłu, do tego błotniki i oświetlenie. Opony zmieniłem na Schwalbe Marathon Tour z wkładką antyprzebiciową - b. polecam!

Amelka jeździ na lekkim rowerze WOOM 4 na kołach 20" - doposażonym przeze mnie w błotniki, odblaski, oświetlenie i koszyk z przodu.

Podczas wyprawy korzystaliśmy z holu Follow Me - rewelacyjny systemie, bez którego ta wyprawa by się nie udała. Umożliwia ciągnięcie dziecka nawet w trudnym terenie, gdy się zmęczy, brak mu motywacji lub gdy jest mniej bezpiecznie na drodze.

Kuba - ciągnął przyczepkę Chariot Cougar 2, w której dosyć sporo spędziła Janka, a do której wszedł Jurek podczas b. trudnego drugiego dnia wyprawy.

Jurek - zakupiony od kolegi, dosyć lekki rower, którego markę ciężko ustalić :) Z niskim przekrokiem, sportową sylwetką.

Janka - lekki rower WOOM 2 na kołach 14" - baaardzo polecamy lekkie rowery dla osób, które podróżują w taki sposób ze swoimi dzieciakami. To dla nich naprawdę duże ułatwienie jechać na rowerku, który nie waży 3/4 ich masy.

Co zabraliśmy, co się sprawdziło?

Przede wszystkim podróżowanie sprawdzoną i doświadczoną ekipą i urozmaicenie wyprawy :) Dodatkowo przygotowywanie córki do samodzielnego pokonywania długich dystansów i kilkugodzinnego siedzenia na siodełku rowerowym. Wbrew pozorom trochę to zajmuje, w naszym wypadku siodełko w WOOM4 trochę w tym przeszkadza - jest dosyć wąskie, ale sztyca ma nietypową średnicę, nie mogłem go wymienić przed wyjazdem. Sam wyjazd przez długi czas stał pod znakiem zapytania. Po wiosennych długich wycieczkach (świętokrzyskie oraz Podlasie) bez holu Amelka odstawiła zupełnie rower na ... 1,5 miesiąca i dosyć mocno broniła się przed wyjazdem rowerowym z długimi trasami...

Ubrania - poza oczywistymi rzeczami, kurtki przeciwdeszczowe, sandały, koszulki termoaktywne. Więcej o odzieży dla aktywnych rodzin w naszym artykule "Odzież turystyczna dla aktywnych rodzin".

Coś na kleszcze - odkąd Amelia złapała boleriozę, niezwykle dużo uwagi poświęcamy zapobieganiu złapania kolejnego kleszcza! Pryskamy Muggą, staramy się nie wchodzić w trawy gdy to nie jest konieczne, oglądamy dzieciaki kilka razy dziennie! Podobno niezłą opcją jest białe ubranie, ale na wyprawie rowerowej z dziećmi to nie przejdzie ;) Brzmi jak paranoja? Ten, kto przechodził z dzieckiem alergikiem kilkumiesięczną kurację antybiotykową i jeszcze dęłuższą ostrą dietę zrozumie.

Mapy - najlepsze moim zdaniem są 1:50 000, ale niezłe są też 1:85 000, które mieliśmy z sobą. Korzystaliśmy z laminowanej mapy "Biebrzański Park Narodowy" wydawnictwa Comfort Map oraz map Pojezierze Suwalskie wydawnictwa WZKart. Oczywiście miały braki, ale jesteśmy z nich zadowoleni.

"Baśka" - ulubiona książka Amelki - http://basia.com.pl/, która umilała wieczory i podróż pociągiem

Lornetka - świetne rozwiązanie gdy odwiedzamy Biebrzański Park Narodowy - bez niej podglądanie zwierząt mija się z celem. Była to nasza 3 wizyta w tym Parku w tym roku, pierwsza z lornetką. Zupełnie inna jakość! My zakupiliśmy lornetkę Nikon ACULON A211 o powiększeniu 10x. W sam raz dla nas, amoatorów przyrody. Nie jest najmniejsza, ale sprawdziła się!

Sandały - bardzo szybko schną, umożliwiają brodzenie w wodzie, nie grzeją nóg w trakcie upałów. Z Amelką używamy sandałów marki Teva.

Kurtki przeciwdeszczowe - pozwoliły nie zmoknąć całkowicie pierwszego dnia, ale zastanawiamy się nad zakupem ponczo rowerowego - żadna przyjemność mieś mokre spodnie, spodenki i majtki... Amelki kurtka Dare 2b Resonance Jacket wytrzymała potężną zlewę pierwszego dnia, a ja używam z jakiegoś modelu Adidasa z Gore Tex, który odkupiłem od kolegi.

Oznaczenie sakw wstążkami (patent za radą Pana Krzysztofa, naszego klienta, który napisał art. "Wycieczki rowerowe z dziećmi - porady i trasy dla rodziców samodzielnych rowerzystów") - dzięki temu wiedzieliśmy bez ich otwierania, co jest w danej sakwie.

Niewielki palnik turystyczny Optimus Crux z patelnią i sztućcami z naszych zestawów - na szybką jajecznicę na śniadanie!

Żel antybakteryjny do dezynfekcji rąk - pomaga zachować higienę w trasie.

Kosmetyczka Deuter Wash Bag I - nieduża, umożliwia zabranie wszystkiego co niezbędne i niczego więcej ze względu na rozmiary!

Pokrowiec na raki - zmieścił sztuće, palnik, gaz, zapałki, herbatę ... - miałem wszystko w jednym miejscu. Patent podpatrzony u kolegi Krzyśka (ten od wyprawy na Bornholm).

Do pokrowca na raki zmieściły się wszystkie drobne akcesoria kuchenne :)

Łopatka - miała być do zakopania tzw. "2" w terenie, a była świetną zabawką nad wodą.

Sakwy - na wyprawy koniecznie wodoszczelne, nie zazdroszczę osobom, którym deszcz zmoczy zawartość... My korzystamy z wielokrotnie sprawdzonych sakw polskiej firmy Crosso.

Torba na kierownicę z mapnikiem - pozwala mieć zawsze pod ręką aparat, telefon, bez obawy o zamoczenie i śledzić trasę na mapie. Ja korzystam z torby firmy Ortlieb - gwarantują one łatwy dostęp do bagażu i przede wszystkim ochronę przed wodą! A zlewa bez możliwości schowania się może dopaść i na krótkich wycieczkach.

Hol Follow Me - świetne rozwiązanie, bez którego ta wyprawa raczej by się nie udała, podobnie jak wiele naszych wycieczek! Jurek był w stanie pokonać całą trasę samodzielnie, ale Amelka nie jest takim harpaganem. Jej jazda rowerem nie sprawia tyle przyjemności, lubi wycieczki, ale nie jest gotowa by jeździć po 40-60 km dziennie. I tego od niej nie uczekujemy, dlatego w naszym wypadku Follow Me jest niezbędny.

Co musimy poprawić?

Gotowanie w trasie - obiad ok. 16-17 po całej trasie to zdecydowanie za późno - przede wszystkim dla dzieci. Szczególnie, że następna trasa może nie być tak bogata w miejsca, w których można zamówić obiad i nie zawsze można coś przyrządzić poprzedniego dnia do termosu (szczególnie, gdy temperatura sięga ponad 30 stopni Celsjusza). Pewnie wynikało to z braku mam na wyjeździe :)

Poprosiłem o opisanie tego tematu Tomka, który jest bardzo doświadczoną osobą w temacie wypraw rowerowych z dziećmi (prowadzi blog Podróże ku naturze - www.podrozekunaturze.pl), dzięki czemu powstał ciekawy tekst - "Gdy za rogiem knajpy brak – czyli kuchnia (wyżywienie) na wyjazdach rowerowych".

Odzież przeciwdeszczowa - niestety tutaj też trochę polegliśmy. Kurtki wytrzymały ulewę, ale sandały były całe mokre, spodenki/spodnie, majtki także. To, co zatrzymała kurtka, poleciało w dół. Mieliśmy szczęście, po ulewie przyszło piękne słońce, które nas wysuszyło, ale nie zawsze możemy mieć tyle szczęścia. Podobno niezłym rozwiązaniem są poncza i parasole trekkingowe, ale nie miałem okazji sprawdzić. Czy ktoś ma doświadczenia w tym temacie i może się nimi podzielić w postaci komentarza?

W Augustowie nocowaliśmy w takich domkach :) Fot. Kuba Ruta - www.nastopach.pl

W Augustowie nocowaliśmy w takich domkach :) Fot. Kuba Ruta - www.nastopach.pl

O Szlaku Green Velo - po tej i kilku innych wycieczkach

Na koniec kilka słów o Szlaku Green Velo - nie było naszym zamierzeniem jechać nim cały czas, szlak nie był też pomysłem na tę wyprawę. Po prostu był na trasie naszej wyprawy i bez niego byśmy pojechali, szczególnie, że nowa infastruktura powstała na niedużej części naszej wyprawy (raptem kilkanaście km nowych DDR). Trochę szkoda, że tak nie jest, bo fajnie by było zaplanować trasę właśnie Szlakiem i mieć pewność dobrej jakości i bezpiecznych dróg. Może następnym razem? Odcinek Strękowa Góra (stamtąd ruszył Kuba) - Osowiec, którego bałem się najbardziej z powodu braku wydzielonej drogi dla rowerów, wspominamy mimo wszystko dobrze - raczej mały ruch samochodów, dzieciaki jechały same cały odcinek, mimo wielu podjazdów dały radę. Nie mieliśmy ani jednej niebezpiecznej sytuacji. Na trasie bardzo przyjemne MORy - miejsce odpoczynku i schronienia się przed deszczem. Odcinek od Osowca do Goniądza to wspaniałej jakości odseparowana od ruchu samochodowego droga dla rowerów (warto aby samorządu dopilnowały, by drogi były utrzymane w jak najlepszym stanie - nie zarastały trawami itp.). Brakuje takich w dalszej części, choć w samym Augustowie i okolicach znajdziemy trochę takich odcinków.

Green Velo ma ogromny potencjał, ale to moim zdaniem szlak trudny dla dzieci, tych, które jadą samodzielnie na swoich rowerach. Występują tu wszystkie typy nawierzchni, od asfaltu, przez kostkę brukową, płyty betonowe, szuter, na piachach skończywszy, drogi o znikomym i sporym natężeniu ruchu. Zdarzają się niespodzianki, jak zalana droga Dolistowo-Jasionowo i brak informacji o sensownym objeździe (aczkolwiek my i tak mieliśmy w planach tę akurat drogę i w dodatku okazała się ona dużą atrakcją dla dzieciaków). Dobrze, że trafiliśmy na upalny dzień, gdy woda była nagrzana. Nie chcę myśleć co by było gdyby była niska temperatura i powietrza i wody... Z Amelką na pewno nie dałbym rady bez holu. Moim zdaniem jednak Green Velo przynajmniej w części (na razie piszę o tej podlaskiej) jest warty przejechania, to szlak z przygodą i pięknymi miejscami wokół! Czy lepszy byłby cały asfaltowy? Nie wiem, na pewno brakuje wydzielonych dróg dla rowerów. Dzieciaki na takich DDR pędziły, miały ochotę jechać same, a my nie mieliśmy obaw o ich bezpeczeństwo, nie musieliśmy rozdzielać się, pilnować jazdy "do prawej", zastanawiać się czy kierowcy zwolnią, zachowają odstęp... Na szlaku powinno być zdecydowanie więcej takich odcinków, na szczęście pojawiła się mapa z informacją o tym gdzie jest DDR a gdzie nie (http://greenvelo.pl/mapa). Na pewno w wielu miejscach warto zrobić drogi szutrowe, takie jak na Kaszubskiej Marszrucie, po których bardzo fajnie się jechało, także dzieciakom. Nie oczekuję wszędzie asfaltu, bo w lesie pięknie można jechać po dobrych drogach szutrowych, które wkomponują się w otoczenie. W wioskach czy parkach narodowych zapewne ciężko wykonać osobne DDR, ale jak pokazuje przykład Kaszubskiej Marszruty - da się. Wymaga to jednak zaangażowania wielu instytucji - gmin, Lasów Państwowych, osób i podmiotów prywatnych - zrozumienia idei. Jasno chcę to powiedzieć - MOR świetne, szczególnie odległości są pod rodziny naprawdę dobrze dobrane. Ale pora skończyć ze znakowaniem szlaków a czas zacząć budować trasy! Wyznaczyć szlak, którym chcę pojechać to wyznaczyliśmy w godzinę. Oczywiście, część trasy znaliśmy wcześniej. I nie potrzebuję do tego Green Velo, tylko dobrą mapę. Jeśli chcemy przyciągnąć turystów, zróbmy to dobrą infrastrukturą. Znamienne, że w wakacyjnym okresie spotkaliśmy kilkudziesięciu zaledwie rowerzystów i my byliśmy jedyną rodziną z dziećmi... Wielu naszych klientów jeździ na Bornholm, nad Balaton, do Czech, Austrii, Niemiec... Czemu nie mają wydawać pieniędzy w Polsce? Dlaczego brakuje u nas dobrej infrastruktury? Takie inwestycje będą się zwracać - zakupem roweru, sakw, akcesoriów, noclegów, map, pamiątek, w lokalnych sklepach, korzystaniem z usług przewodników, warsztatów rowerowych i pewnie jeszcze na wiele, wiele sposobów.

Podsumowanie

Dla nas był to przełomowy wyjazd, do tej pory jeździliśmy na wycieczki jednodniowe, z sakwami, ale bez zmiany miejsca noclegu i bez całego ekwipunku (bez dzieci zdarzały się takie wyjazdy), w dodatku wszędzie jeździliśmy samochodem. Ten wyjazd pokazał, że my też tak potrafimy i bardzo nam się to spodobało. Jest trudniej, ale bardzo ciekawie  satysfakcja z wyjazdu ogromna.

Dzieciaki zapowiedziały, że "nigdy nie przestaną z nami jeździć" a wyjazd tatusiowy podobno "był super!" I to jest dla nas najważniejsze :) Amelka czasami dopytuje czy w przyszłym roku też będzie wyjazd tatusiowy i nawet nie przeszkadza jej, że jeśli się uda to znowu będzie na rowerach. Bardzo się z tego cieszę. Spędziliśmy wspólnie kilka wspaniałych dni, które miło wspominamy.

ps. Jesienią, z perspektywy 2 miesięcy od wyjazdu, uświadamiam sobie, że był to jeden z najpiękniejszych i najcudowniejszych wyjazdów jakie odbyłem w moim życiu! Czas spędzony z Amelką był bezcenny i fantastyczny! Życzę każdemu z ojców lub matek aby mogli spędzić ze swoim dzieckiem/swoimi dziećmi kilka dni i cieszyć się z tego tak, jak ja i Amelka cieszymy się z naszego "wyjazdu tatusiowego"!

Tak wracaliśmy w pociągu InterCity - 2 wieszaki, 5 biletów rowerowych, 5 rowerów ;) Polski standard, niestety...

Bardzo polecamy taką formę spędzania przynajmniej części wakacji czy też urlopu. To była naprawdę ciekawa przygoda i nie aż tak wymagająca, jak się może wydawać. Warto chociaż spróbować! A może złapiecie bakcyla? Na początek 2 czy 3 dni na rowerach, z sakwami, w najbliższej okolicy lub kawałek dalej. Niekoniecznie pod namiotem, wystarczy nocleg w agroturystyce czy schroniskach młodzieżowych, dzieciakom może się spodobać!

ps. Na koniec wyprawy Amelka miała na koncie 492 bociany :)

Komentarze

Gość - lavinka 2017-08-22 20:00

Z carskimi drogami trzeba uważać, kiedyś trafiliśmy na kocie łby przez 2 kilometry. Myślałam, że Tomiego zabiję za ten "skrót". Ale to było pod Terespolem. ;)

Zalogowani użytkownicy nie muszą wpisywać kodu bezpieczeństwa. Zarejestruj się teraz lub zaloguj się jeśli masz już konto.