dzisiaj jest środa, 18 września 2019
Booking.com

Kliknij województwo, aby zobaczyć atrakcje.

Mapa atrakcji dolnośląskie kujawsko-pomorskie lubelskie lubuskie łódzkie małopolskie mazowieckie opolskie podkarpackie podlaskie pomorskie śląskie świętokrzyskie warmińsko-mazurskie wielkopolskie zachodniopomorskie

Kliknij województwo, aby zobaczyć wycieczki.

Mapa wycieczek dolnośląskie kujawsko-pomorskie lubelskie lubuskie łódzkie małopolskie mazowieckie opolskie podkarpackie podlaskie pomorskie śląskie świętokrzyskie warmińsko-mazurskie wielkopolskie zachodniopomorskie

Kliknij województwo, aby zobaczyć noclegi.

Mapa noclegów dolnośląskie kujawsko-pomorskie lubelskie lubuskie łódzkie małopolskie mazowieckie opolskie podkarpackie podlaskie pomorskie śląskie świętokrzyskie warmińsko-mazurskie wielkopolskie zachodniopomorskie

„Tato, kiedy zaczniemy zjeżdżać?” – czyli o trochę innym wyjeździe narciarskim

2019-05-06 12:51

Podchodzimy doliną Chochołowską. Na przodzie lokomotywa czyli ja, potem przedział bagażowy czyli nasz 60 litrowy wór z prowiantem i rzeczami na najbliższy tydzień w schroniskach a na końcu 1sza klasa – 1 pasażer, 8 lat, 30kg. Przedział 1szej klasy jest w uprzęży wciągany na górę i jest zmęczony… „Może postój na batonika?” – proponuję. „Taaaak!” „Chce Ci się pić?” – pytam zlizując pot z twarzy mimo lekkiego mrozu.

Wycieczki skitourowe z dziećmi

- „Tak, bardzo!”

- „Już może starczy?!” strofuję bo wizja ściągania na siusiu nart, uprzęży, spodni na szelki i legginsów spod kurtki, polara i podkoszulków mnie dobija.

- „A ile kosztuje taka wyciągarka?” – pyta ktoś mijany.

- „Oj to tylko w zestawie rodzinnym” – odpowiadam głupawo się uśmiechając, bogactwo komentarzy jest przeogromne: „Tej to dobrze”. Z tym że „Ta” widzi to trochę inaczej, jej ojciec najzwyczajniej uparł się, że ten tydzień spędzi po swojemu.

- „Daleko to schronisko?”

- „Już niedaleko, max godzina, może pogramy w „Pojechałem do Barcelony i przywiozłem…” ?” – Gra pamięciowa na tym tętnie powinna być zakazana (na testach dla szpiegów).

Następnego dnia lampa. W krótkim rękawku sapię ciągnąc dziecko w stronę Grzesia. Po drodze robimy kilka psychologicznych przerw. Za każdym razem sięgając do zapasów w plecaku zagaduję dziecko na przeróżne nowe tematy, bo niekończące się podejście dłuży się niemiłosiernie. Ola od tego bezwolnego jechania wpada chyba w jakiś trans bo jestem zaskakiwany najdziwniejszymi pytaniami na temat świata, na przemian z wysłuchiwaniem intymnych historii z „życia szkolnego” – czyli coś o co na co dzień pytając otrzymuję jedynie zdawkowe „yyyhh”. Związani lonżą a także poniekąd zdani tylko na siebie, z każdą pokonaną nową górką, potokiem czy bezśnieżną przeszkodą czujemy się razem silniejsi.

Tuż przed Grzesiem zaczynają się widoki.

- „No Ola, pomóż teraz trochę… Włączyć dopalacze!”

- „Tato, zobacz, ale tu pięknie.”

Oczywista oczywistość, której nie trzeba komentować, ale cieszę się, że człowiek oderwany od ipadów, smart fonów i konsolek ją dostrzegą.

Na Grzesiu pada: - „Dalej już nie chcę iść, nie możemy już zawracać?”

- „Ok, ale będziemy musieli zjechać ta samą drogą, nuda, a tu zobacz, śmigniemy kawałek tą grańką i zaraz będziemy na Rakoniu a tam już czeka nas super zjazd!”

- „No dobraaaa, a mogę jeszcze jednego batonika?”

„Śmignięcie” i „zaraz” trwa wprawdzie trochę długo ale przestrzeń po bokach i pierwsze obniżenie na grani umożliwiające samodzielny króciutki zjazd bardzo podbudowują młode morale. Niestety po chwili widoczność spada do 50m, wzmaga się wiatr i oczywiście dziecku zachciało się siusiu. Warstwy, warstwy, warstewki. Szelki, legginsy, wiązania nart… Metr w bok i zapadamy się w śniegu po kolana więc trzeba wykopać i uklepać dno w sporym dołku, żeby można było pewnie i bezwietrznie „wysadzić” dziecko – umiejętność kucania w butach narciarskich stanowiących prawie 10% masy ciała drastycznie spada :).

Jeszcze trochę idziemy rozległą granią, znam drogę, ślad jest założony więc wszelkie niepokojące mnie myśli na temat naszej lokalizacji w obecnej chwili odsuwam w dal. Wiatr jest już znaczny, więc na wszystko co ma na sobie, zakładam młodej moją wiatrówkę – póki jej jest ciepło możemy napierać dalej. Na Rakoniu odpinam foki i w totalnym mleku zaczynamy zjazd. Śnieg jest mokry i ciężki a odróżnić go od tego co wisi w powietrzu nie sposób. Ola przewraca się kilka razy i wyraźnie traci humor. Po chwili wyjeżdżamy z chmur i widzimy dokąd zmierzamy. Po tym doświadczeniu/odcinku psycha jej chyba siadła bo zarządza dłuższy postój. Rzucamy się śnieżkami, wygłupiamy i dzwonimy do mamy. Jest luz. Zjeżdżając dalej żartujemy wyszukując dogodnej trasy wśród choinek uginających się od śniegu, a czasem z kolei śmigamy zbyt blisko nich, żeby poczuć pewność i pełną kontrolę nad nartami. Jeszcze tylko schody i jesteśmy w schronisku, gdzie dorośli nieustępliwie okupują wielki telewizor. Mimo obiecanej bajki Oli nie pozostaje nic innego jak razem ze mną pochylić się w pokoju nad mapą.

- „Tato, możemy następną wycieczkę zrobić jakąś krótszą?”

Kilka pomysłów na nienarażenie się na wiekopomny gniew dziecka lub znalezienie własnego sprzętu skiturowego na jakiejś aukcji w sieci:

  1. Warto znać przebieg planowanej wycieczki, przynajmniej z lata - choć trzeba pamiętać, że sporo szlaków ma odmienny przebieg zimą. Warto skorzystać z dedykowanych przewodników, np. „Tatry na nartach. Przewodnik skiturowy”
  2. Dla mniej doświadczonych polecamy szkolenie lub wycieczki z przewonikami, np. http://ski-alpinizm.pl/
  3. Planując dystans trzeba pamiętać, że wysiłek ciągnącego jest kilkukrotnie (zależnie od formy) większy niż idąc „na lekko”. Zatem wycieczka którą odbyliśmy kiedyś ze znajomymi i wspominamy jako miłą przechadzkę może okazać się na granicy naszych możliwości.
  4. Nie znam takiego dziecka, które wytrzyma 3 godziny bez odpoczynku nawet jeśli ma tylko stać „na wyciągu” – robienie koniecznych przerw znacznie wydłuża czas „tandemu”.
  5. Warstwy: czym nam robi się cieplej z wysiłku tym prawdopodobnie dziecku wraz z upływem czasu zimniej – dziecko marznie tak samo niezależnie od tego pod jak stromą górę je wciągamy – myślenie za dwóch jest kluczowe.
  6. Nuda: fajnie że mamy czas pogadać z potomkiem „o życiu” ale szybko go/ją to znudzi – zestaw zabaw słownych, piosenek, zagadek czegokolwiek wydaje się być niezbędny – chyba, że postanawiamy wspólnie uczyć się języków obcych, słuchać muzyki lub audiobooków.
  7. Konsumpcja: zależnie od pory roku, dostępu do schronisk i temperatury należy zabierać odpowiedni zestaw jedzeniowy, wiosną może to być niewiele suchego prowiantu (woda z potoków) a podczas mrozów kaloryczne jedzenie do odgrzania na palniku i termos.
  8. Warto rozważyć dla dziecka gadżety takie jak gogle, kask, foki, chusta na głowę/szyję, własny plecak z maskotką itp.
  9. Dostosowanie trasy do panujących warunków pogodowych (lawinowych) to sprawa oczywista.
  10. Kolejna sprawa to ubezpieczenie turystyczne, szczególnie gdy wybieramy się na wyjazd zagraniczny. W artykule Ubezpieczenie turystyczne dla całej rodziny – na co zwrócić uwagę? podpowiadamy, na co zwrócić uwagę. 

Karol i Ola

Komentarze

Zalogowani użytkownicy nie muszą wpisywać kodu bezpieczeństwa. Zarejestruj się teraz lub zaloguj się jeśli masz już konto.